TTIP-CETA-TISA

gru30

Zombi ISDS – wciąż aktualne

W czasach gdy Komisja Europejska  chce powołać do życia specjalny sąd arbitrażowy Wielostronny Sąd Inwestycyjny (Multilateral Investment Court, MIC) , do którego korporacje, niezadowolone z pro-społecznej czy pro-ekologicznej polityki państw będą mogły skarżyć państwa za decyzje polityczne zmniejszające ich potencjalne zyski, warto zapoznać się z dwoma raportami.

Pierwszy z nich to raport opublikowany na początku grudnia 2017r.: „A World Court for Corporations: new report exposes dangers of proposed Multilateral Investment Court„.  Raport ten ostrzega, że proponowany przez Komisję Europejską Wielostronny Sąd Inwestycyjny (MIC) grozi wprowadzeniem niedemokratycznego systemu rozstrzygania sporów między inwestorem a państwem, który podważa demokratyczną władzę na szczeblu krajowym i priorytetowo traktuje zyski zagranicznych inwestorów. Autorstwa Centrum Międzynarodowego Prawa Ochrony Środowiska (CIEL), Seattle to Brussels Network (S2B) i Fundacji Róży Luxembourg, raport  pokazuje, że plany UE zmierzające do umocnienia i instytucjonalizacji rozstrzygania sporów między inwestorem a państwem są niebezpieczną próbą uratowania wadliwego systemu rozstrzygania sporów między inwestorem a państwem znanym pod nazwą ISDS (Investor State Dispute Settlement), zastępując go rebrandingową kopią.

Raport został opublikowany gdy kraje zamykały tygodniową dyskusję na temat reformy ISDS w Komisji ONZ ds. Międzynarodowego Prawa Handlowego (UNCITRAL), gdzie UE ma nadzieję na wynegocjowanie MIC. Wiele krajów zauważyło, że rosnące obawy społeczeństwa dotyczące nadmiernych uprawnień przyznawanych wielonarodowym korporacjom w ramach ISDS doprowadziły do kryzysu legitymizacji samego założenia. Podobnie jak we wniosku Komisji dotyczącym MIC, wiele krajów, które spotkały się w Wiedniu, bardziej interesowało się tym, w jaki sposób przywrócić legitymację społeczną dla ISDS, niż rozwiązać podstawowe problemy. Podczas gdy kraje dość szczerze mówiły o znaczących zagrożeniach, jakie stwarza ISDS dla ich krajowych przepisów i sądów, niewiele z nich manifestowało polityczny apetyt na konfrontację z systemem.

„W UE państwa członkowskie zastanawiają się nad przyznaniem Komisji Europejskiej mandatu do negocjowania umowy o utworzeniu wielostronnego sądu inwestycyjnego z innymi krajami” – mówi Lucile Falgueyrac, koordynatorka S2B. „Nie można ich oszukiwać: MIC rozszerzy i umocni obecny system przywilejów korporacyjnych w przyszłych umowach handlowych”.

Drugi raport , którego autorką jest Pia Eberhardt  z Corporate Europe Observatory, zastał wydany w 2016 roku, gdy projekt wielostronnego sądu inwestycyjnego pojawił się jako propozycja Komisji Europejskiej podczas negocjacji porozumienia o wolnym handlu między UE a Kanadą CETA , a który Fundacja Strefa Zieleni przetłumaczyła na język polski: „Zombie zwany ISDS: Reżim ochrony praw korporacji, przemianowany właśnie na system sądów inwestycyjnych, ciągle nie chce umrzeć”.  Już wtedy autorka klarownie wypunktowała, że ICS (Investment Court System), gdyż pod taką nazwą pojawił się wówczas wielostronny sąd inwestycyjny, ma te same zasadnicze wady, co mocno krytykowany przez obywateli Unii i organizacje pozarządowe system ISDS:

1. Liczba pozwów wniesionych przez inwestorów przeciwko państwom, a także kwota dochodzonych odszkodowań, wzrosła dramatycznie w ciągu ostatnich dwóch dziesięcioleci: o ile w roku 1995 wiadomo było o trzech takich sprawach, w styczniu 2016 r. było już blisko 700 ujawnionych pozwów, przy czym w samym 2015 r. wniesionych zostało 70 nowych spraw, co stanowi absolutnie rekordowo wysoką liczbę. Drastycznie wzrosła także suma pieniędzy, będąca stawką tych postępowań – w jednym przypadku zasądzono od państwa odszkodowanie w gigantycznej wysokości 50 mld USD. Głównymi beneficjentami były wielkie korporacje i bogate osoby prywatne.

2. W ciągu ostatnich dwóch dziesięcioleci inwestorzy wnosili pozwy o miliardowe odszkodowania z tytułu szkód dla zysków swoich firm, wynikających ich zdaniem z wprowadzanych w interesie publicznym przepisów i decyzji rządów. Państwa na wszystkich kontynentach musiały mierzyć się z pozwami po uchwaleniu przepisów antytytoniowych lub zakazów stosowania toksycznych chemikaliów, podjęciu działań antydyskryminacyjnych bądź działań na rzecz stabilności finansowej, nałożeniu ograniczeń na brudne przedsięwzięcia górnicze, itp. W przypadku Unii Europejskiej 60 proc. pozwów przeciwko jej państwom członkowskim miało związek z ochroną środowiska naturalnego. Pewien prawnik broniący interesów państw w tych sprawach nazwał ich podstawę prawną zapisaną w międzynarodowych umowach inwestycyjnych „prawniczą bronią masowego rażenia”.

3. Zaproponowany przez UE „nowy” model ISDS (przemianowany na ICS) jest równie niebezpieczny dla demokracji, interesu publicznego i publicznych pieniędzy jak stary model, z którym mamy do czynienia np. w umowie UE-Singapur. Nie licząc pewnych ulepszeń proceduralnych, takich jak poprawiona procedura wyboru arbitrów, wzmocnione zasady etycznego postępowania i ustanowienie izby odwoławczej, przemianowana wersja zasadniczo przewiduje te same przywileje dla inwestorów, często ujęte w dokładnie tych samych słowach, co umowa UE-Singapur.

4. W myśl nowej propozycji UE inwestorzy będą mieli możliwość zaskarżania niedyskryminacyjnych i zgodnych z prawem działań na rzecz ochrony zdrowia, środowiska naturalnego i innych celów interesu publicznego, ponieważ propozycja ta przewiduje te same, szerokie prawa dla inwestorów, na które do tej pory powoływały się firmy takie jak Philip Morris (który pozwał Urugwaj z tytułu wprowadzenia przez ten kraj przepisów antytytoniowych) i TransCanada (która zamierza dochodzić od rządu Stanów Zjednoczonych odszkodowania w wys. 15 mld USD z tytułu odrzucenia wniosku o pozwolenie na budowę kontrowersyjnego rurociągu Keystone XL).

5. Na podstawie propozycji UE możliwe będzie wypłacanie korporacjom miliardowych odszkodowań z pieniędzy podatników, w tym z tytułu utraty przyszłych, potencjalnych zysków (jak w przypadku Libii, której nakazano wypłatę 905 mln USD na rzecz firmy, która zainwestowała zaledwie 5 mln USD). Możliwe będzie także zasądzanie odszkodowań z tytułu praw i regulacji służących interesowi publicznemu. Zaproponowane przez UE zapisy dotyczące ochrony prawa państw do stanowienia regulacji nie ochronią rządów przed koniecznością ponoszenia takich potencjalnie obezwładniających kosztów.

6. Propozycja UE wręcz zwiększa ryzyko kosztownych pozwów skierowanych przeciwko działaniom na rzecz interesu publicznego, ponieważ nadaje inwestorom jeszcze szersze prawa niż wiele istniejących traktatów inwestycyjnych, na podstawie których inwestorzy wnieśli do tej pory setki pozwów przeciwko państwom na całym świecie:

a) wprowadza ochronę „uzasadnionych oczekiwań” inwestorów w ramach klauzuli o „sprawiedliwym i równym traktowaniu”, przez co stwarza ryzyko, że w prawie zostanie skodyfikowana bardzo szeroka wykładnia tego przepisu, ustanawiająca „prawo” do stabilnego otoczenia regulacyjnego. Dałoby to inwestorom bardzo silne narzędzie do zwalczania zmian regulacyjnych, nawet takich, które wprowadzane są w świetle nowej wiedzy albo w wyniku określonego demokratycznego wyboru dokonanego przez ludzi.

b) swoista klauzula parasolowa obecna w propozycji UE przenosi wszystkie pisemne porozumienia zawarte przez państwo w związku z inwestycją na poziom prawa międzynarodowego, zwielokrotniając ryzyko kosztownych pozwów. Klauzuli tej nie ma w umowie CETA między UE i Kanadą, prawdopodobnie dlatego, że strona kanadyjska odrzuciła ją jako zbyt ryzykowną.

7. Jeśli umowa o wolnym handlu będzie zawierać zaproponowane zapisy dotyczące praw inwestorów, spowoduje to zwielokrotnienie zakresu odpowiedzialności i ryzyka finansowego ponoszonego przez państwa członkowskie UE w stosunku do tego, co grozi im obecnie na podstawie podpisanych do tej pory umów: Skutkiem CETA może być blisko 900 nowych pozwów amerykańskich inwestorów, za posrednictwem ich filii operujących w Kanadzie,  przeciwko państwom członkowskim UE (w porównaniu z 9 takimi pozwami toczącymi się obecnie na podstawie istniejących umów).

8. W myśl zapisów proponowanych przez UE, transnarodowe firmy będą mogły pozwać nawet rząd własnego kraju – wystarczy, że w tym celu stworzą odpowiednią strukturę inwestycji, obejmującą zagraniczną filię, lub poproszą o wniesienie pozwu swojego zagranicznego udziałowca.

9. Zawarte w unijnej propozycji zapisy dotyczące praw inwestorów to prosta droga do zastraszenia decydentów politycznych, co może potencjalnie utrudnić wprowadzanie potrzebnych rozwiązań przez państwa. Już teraz można podać przykłady porzucania projektów legislacyjnych służących ochronie środowiska i zdrowia, opóźniania ich wejścia w życie lub dostosowywania ich do życzeń korporacji w wyniku wniesienia przez inwestora kosztownego pozwu lub sformułowania takiej groźby. Kanada i Nowa Zelandia opóźniły na przykład wejście w życie przepisów antytytoniowych ze względu na ryzyko pozwów ze strony dużych firm tytoniowych.

10. Zaproponowany przez UE proces rozstrzygania sporów nie gwarantuje niezawisłości, ma natomiast wbudowaną tendencję do faworyzowania inwestorów. Ponieważ tylko inwestorzy mogą wnosić pozwy w ramach ICS, stwarza to zachętę dla arbitrów (przemianowanych obecnie na „sędziów”), by podczas rozpatrywania pozwów trzymać ich stronę – bo to oznacza więcej pozwów, więcej honorariów i więcej prestiżu w przyszłości. Restrykcyjne kryteria doboru arbitrów, brak kresów karencji i luki w zaproponowanych zasadach etycznego postępowania dla arbitrów mogą sprawić, że trybunały będą obsadzane przez tych samych prywatnych prawników, którzy do tej pory napędzali boom w arbitrażu inwestycyjnym i zbudowali własne biznesy na zachęcaniu inwestorów do składania pozwów i szerokim interpretowaniu prawa inwestycyjnego z myślą o przyciągnięciu kolejnych klientów.

11. Istnieją poważne wątpliwości, czy ICS jest zgodny z prawem UE, ponieważ oznacza pomijanie sądów europejskich i ma fundamentalnie dyskryminacyjny charakter, gdyż nadaje specjalne prawa tylko inwestorom zagranicznym. Otrzymują oni możliwość kwestionowania orzeczeń sądów, decyzji rządów i przepisów uchwalanych przez parlamenty, poczynając od szczebla lokalnego po europejski.

12. Zaproponowany przez UE system ochrony inwestycji zamiast odesłać ISDS do lamusa grozi zamknięciem państw UE w tym układzie na zawsze. Państwa nie będą miały praktycznie żadnej możliwości uwolnienia się od przywilejów inwestorskich z chwilą, gdy zostaną one zapisane w dużych umowach handlowych takich jak CETA (ponieważ wiązałoby się to z koniecznością wyjścia z UE). Zaproponowane przez Komisję Europejską stworzenie wielostronnego sądu inwestycyjnego – czyli zasadniczo światowego sądu najwyższego, do którego dostęp miałyby tylko korporacje – oznacza ryzyko utrwalenia systemu, który już teraz jest rażąco niesprawiedliwy, ponieważ jednej stronie, najczęściej dużym korporacjom i bogatym osobom, nadaje wyjątkowo silne i możliwe do egzekwowania prawa, podczas gdy druga strona, czyli zwykli obywatele, dostają tylko obowiązki.

Raport w całości: „Zombi zwany ISDS. Reżim ochrony praw korporacji , przemianowany właśnie na system sądów inwestycyjnych, ciągle nie chce umrzeć”.

 

kw.11

CETA – pseudo „dialog obywatelski”

Spotkanie w Warszawie nt. CETA z udziałem Komisarz ds. Handlu Cecilli Malmström to farsa.

W piątek, 7 kwietnia odbył się „Dialog Obywatelski” z udziałem komisarz ds. handlu Cecilli Malmström, który był zaprzeczeniem zarówno idei dialogu, jak i szacunku dla społeczeństwa obywatelskiego. Program wydarzenia nie pozostawia złudzeń: o głos ws. CETA poproszeni zostali wyłącznie zwolennicy umowy. Polskie organizacje społeczeństwa obywatelskiego protestują przeciw cenzurze w debacie i takiemu sposobowi prowadzenia „dialogu”.

Na spotkaniu z komisarz Malmström na Akademii Finansów i Biznesu Vistula,  mówcami byli wyłącznie zwolennicy umowy CETA (np. przedstawiciel konfederacji pracodawców Lewiatan) i osoby, które z urzędu muszą wypowiadać się pozytywnie o tej umowie (np. ambasador Kanady czy dyrektor przedstawicielstwa KE w Polsce). Głosów krytycznych po prostu nie przewidziano.

Tematu „Rolnictwo a CETA” nie zreferowała żadna z najważniejszych polskich organizacji rolniczych, Izby Rolnicze czy „Solidarność” Rolników Indywidualnych. Zapewne dlatego, że są one przeciwne CETA – podkreśla Ewa Sufin-Jacquemart z Fundacji Strefa Zieleni.

Stanowisko rolników miał prezentować przedstawiciel Polskiej Federacji Producentów Żywności. Jest to Związek Pracodawców, który zrzesza głównie międzynarodowe korporacje, m.in. Cargill, Coca-Cola, Danone, Nestle, Pepsi-Cola, Südzucker i Unilever, będący członkiem Business Europe, czyli jednej z największych grup lobbyingowych wielkiego biznesu w UE.

Taki jednostronny wybór prelegentów to skandal – zauważa Maria Świetlik z Akcji Demokracji. Wiemy, że międzynarodowe korporacje forsują umowy takie jak CETA i TTIP, bo umocnią one ich uprzywilejowaną pozycję. Chętnie jeszcze raz przedstawią „korzyści”. Ale to nie impreza lobbystów, tylko spotkanie z przedstawicielką władzy publicznej. Z naszego sondażu wynika, że 38% społeczeństwa chce tej umowy – podkreśla Maria Świetlik i pyta: – Dlaczego 42%, które są przeciwne, nie są reprezentowane w czasie tego Dialogu pani komisarz Malmström? Mamy do czynienia z cenzurą, a nie z dialogiem – podsumowuje.

Społeczeństwo obywatelskie miał reprezentować dr Paweł Zerka z liberalnego think tanku WISE Europa. Przedstawił on (zaledwie) trzy wybrane kwestie z pośród bardzo licznych zarzutów podnoszonych przez organizacje społeczne, które miał podobno  reprezentować. Jednocześnie kilkakrotnie podkreślił, że to nie są jego własne opinie, bo on sam wspiera liberalizację handlu, w tym umowę CETA, a tylko „czuje się w obowiązku” przekazać, choć częściowo, stanowisko organizacji społecznych, skoro ma je reprezentować…. Dlaczego nie poproszono o zabranie głosu przedstawiciela organizacji społecznych ostrzegających przed zagrożeniami płynącymi z tej umowy? Trzy kwestie, o których wspomniał dr Zerka dotyczyły:

  • (ICS) pewnych wybranych wątpliwości dotyczących ICS czyli sądów arbitrażowych pozwalających inwestorom skarżyć państwa (sposobu doboru „sędziów” oraz potencjalnego osłabienia sądów narodowych);
  • (GMO) art.25 umowy dotyczącego biotechnologii, m.in art. 25.2 pkt. 2: „Strony dostrzegają również znaczenie następujących wspólnych celów odnoszących się do współpracy w dziedzinie biotechnologii: b) promowania skutecznych procesów zatwierdzenia produktów biotechnologicznych mających podstawy naukowe”);
  • (legitymacja) wątpliwa legitymacja demokratyczna dla umowy, która została podpisana przez sprzyjające interesom wielkiego biznesu elity rządzące „w imieniu europejskich społeczeństw”, a ponieważ nie ma wyznaczonego terminu ratyfikacji CETA przez parlamenty narodowe, rządy mogą celowo grać na zwłokę, aby nie dopuścić do zerwania umowy przez któryś z parlamentów, pod presją niezadowolonych obywateli.

W ten sposób 80 organizacji społecznych, które podpisały deklarację „Uwaga TTIP”, w tym wiele aktywnie zmobilizowanych przeciw nietransparentnym, niedemokratycznym, niesprawiedliwym  oraz sprzecznym z wyzwaniami dzisiejszego świata – w dobie gwałtownych zmian klimatu i postępującej prekaryzacji pracowników – umowom o „wolnym” handlu i inwestycjach, zostało pominiętych, zmarginalizowanych i pozbawionych głosu.

Obecna wśród publiczności Ewa Sufin-Jacquemart z Fundacji Strefa Zieleni, uzyskała prawo zadania pytania Komisarz Malmström. Jej pytanie dotyczyło dwóch kwestii:  1) (globalny handel a zmiany klimatu) Czy na pewno rozwój eksportu polskich jabłek przez Atlantyk [pokazywany przez ministra Kościńskiego jako wielką obietnicę CETA], zamiast do sąsiednich krajów [bo jak pokazują raporty tak to się właśnie będzie działo], który zwiększy emisje CO2, jest zgodny ze zobowiązaniami światowego Porozumienia Paryskiego w sprawie zmian klimatu? 2) (zagrożenie dla zasady przezorności) Kanada bardzo mocno atakowała w WTO zasadę przezorności jako zasadę traktatową w UE. Kilku wybitnych prawników przeanalizowało CETA i stwierdziło, że zasada przezorności jest bardzo słabo osadzona w porozumieniu. Jednocześnie powstaje dziś korporacja Bayer-Monsanto, która będzie właścicielem 25% nasion uprawnych na świecie. W umowie CETA – podobnie jak w umowie NAFTA, z której czerpiemy doświadczenia – wprowadzono dla korporacji narzędzia takie jak „współpraca regulacyjna” i ICS (arbitraż inwestycyjny). Czy nie boi się pani, że tak potężni gracze jak Bayer-Monsanto wykorzystają te narzędzia i doprowadzą do wyeliminowania z unijnych traktatów zasady przezorności – o którą walczyły całe pokolenia Europejczyków – będącej najwyższym osiągnięciem cywilizacyjnym na świecie na rzecz bezpieczeństwa żywności i bezpieczeństwa środowiska? 

Pierwsze pytanie zostało przez panią komisarz zignorowane, a na drugie, pani komisarz odpowiedziała ze zwykłą dla niej polityczną „gładkością”, ignorując doświadczenia Meksyku, Kanady i USA, gdzie korporacje skupione w radzie regulacyjnej z czasem zdobyły wielki wpływ na procesy legislacyjne, używając ISDS jako dodatkowego szantażu dla rządów. Zdaniem pani komisarz „nie ma takiego zagrożenia, bo rada regulacyjna ma tylko moc doradczą i rządy i parlamenty mogą nie brać pod uwagę jej rekomendacji”…. Oczywiście…

Głos przedstawiciela związków zawodowych – pokazującego czterokrotne różnice płac w Polsce w porównaniu z krajami Europy zachodniej i wyrażającego głęboki niepokój, że polscy pracownicy staną się pod wpływem umów takich jak CETA (i następne czekające w kolejce) europejskimi Meksykanami czyli nisko płatnymi i pozbawionymi praw pracownikami –  również nie spotkał się ze zrozumieniem. Padła odpowiedź równie ideologiczna i niezgodna z doświadczeniem, że „rozwój wymiany handlowej będzie dobry dla wszystkich i wszyscy na tym skorzystają, również pracownicy”. 

To były praktycznie jedyne krytyczne głosy w ciągu trzygodzinnego spotkania, gdyż nie było komu podzielić się z licznymi obecnymi na sali studentami Akademii Finansów i Biznesu Vistula dziesiątkami poważnych argumentów za nieratyfikowaniem porozumienia CETA przez polski parlament. 

A przecież umowa CETA, podobnie jak w całej Europie,  w Polsce  też wywołała gorącą dyskusję i protesty. Pod oddolną inicjatywą europejską przeciw umowom TTIP i CETA podpisało się w UE ponad 3,5 mln osób (https://stop-ttip.org/), w tym ponad 50 tysięcy w Polsce. Pod apelem do Rządu Premier Beaty Szydło w obronie polskiego rolnictwa przed CETA podpisało się ponad 100 tysięcy osób. W demonstracji w październiku zeszłego roku wzięło udział kilka tysięcy osób. Przeciw umowie wypowiedziały się wówczas największe centrale związkowe, organizacje rolnicze, partie z prawej i lewej strony sceny politycznej oraz organizacje pozarządowe.
Foto: Akcja Demokracja

Polskie organizacje społeczeństwa obywatelskiego solidaryzują się z polskimi organizacjami rolniczymi. Przeciw CETA wypowiedziały się m.in.: Krajowa Rada Izb Rolniczych, wojewódzkie Izby Rolnicze, Sejmik Województwa Mazowieckiego, „Solidarność” Rolników Indywidualnych, OPZZ Rolników „Samoobrona”, Związek Zawodowy Rolników Ekologicznych św. Franciszka z Asyżu, gdyż umowa ta stanowi poważne zagrożenie dla przyszłości, bardzo licznych w Polsce, niewielkich gospodarstw rodzinnych, produkujących znacznie lepszej jakości żywność niż przemysłowe monokultury rolnicze, zanieczyszczające środowisko i zubożające gleby.

Sprzeciw wobec tej umowy bierze się również z zawarcia w niej kontrowersyjnego arbitrażu inwestycyjnego, czyli przywileju zagranicznych firm do zaskarżania państw, w tym Polski, o wielomilionowe odszkodowania. Mechanizm ten w kraju dostępny jest wyłącznie dla zagranicznych inwestorów, co stawia polskie firmy w gorszej sytuacji. Gorąca debata wokół CETA stworzyła szansę, aby całkowicie zlikwidować to narzędzie międzynarodowych korporacji.

Niestety do tej pory polski rząd nie zdobył się na zdecydowane działania w tej sprawie w obronie polskiego podatnika i społeczeństwa. Umowa CETA wejdzie w życie prawdopodobnie latem tego roku. Potem przyjdzie pora na ratyfikację krajową umowy. To daje szanse na jej odrzucenie. Ta decyzja będzie jednak należała do Rządu i Parlamentu.

Apelujemy do pana ministra Tadeusza Kościńskiego z ministerstwa rozwoju, żeby najpierw spotkał się z polskimi organizacjami społecznymi i obywatelskimi i zaangażował się w autentyczny dialog. Korporacje i tak silnie lobbują za CETA w Brukseli, więc nie musimy im dawać dodatkowego miejsca na ich propagandę w Warszawie  – mówi Rafał Górski z Instytutu Spraw Obywatelskich.

Stanowisko polskich organizacji społeczeństwa obywatelskiego:

Wyrażamy głębokie zaniepokojenie jednostronnością debaty o CETA podczas wizyty pani Komisarz ds. Handlu Cecilli Malmström 7 kwietnia 2017 r. Apelujemy do Rządu RP i Komisji Europejskiej, aby zawsze umożliwiały polskim organizacjom pełne uczestnictwo w debacie publicznej o umowach handlowych, i aby traktowały ten głos jako pełnoprawny, wartościowy i konieczny wkład, bez którego ucierpiałaby demokracja w Polsce i w Unii Europejskiej.

Stanowisko podpisane przez organizacje: Akcja Demokracja, Fundacja Strefa Zieleni, Zielone Wiadomości, Instytut Spraw Obywatelskich, Stowarzyszenie Producentów Żywności Metodami Ekologicznymi Ekoland, Związek Zawodowy Rolników Ekologicznych Św. Franciszka z Asyżu, Greenpeace Polska. 

Tytułem ciekawostki:

W kilka dni po udzieleniu faktycznej zgody polskiego rządu na umowę CETA, ówczesny podsekretarz stanu w ministerstwie rozwoju odpowiedzialny za tę umowę, odszedł z rządu i został powołany na stanowisko… prezesa zarządu KGHM Polska Miedź, największej międzynarodowej polskiej korporacji. To bardzo dobrze obrazuje zjawisko „otwartych drzwi”, wzajemnego przenikania się i powiązań elit politycznych z elitami biznesu. Tym właśnie elitom, ich krótkotrwałym interesom, służą umowy takie jak CETA, kosztem reszty obywateli czyli wielkiej masy konsumentów, pracowników, środowiska, przyszłych pokoleń.

 

lut16

15 luty 2017 czarnym dniem dla Europejczyków

15 lutego 2017 roku Parlament Europejski przegłosował przyjęcie umowy o wolnym handlu i inwestycjach między Unią Europejską i Kanadą – 408 Europosłów zagłosowało za, 254 przeciw, 33 wstrzymało się. Większość europosłów nie usłyszała głosów milionów obywateli Unii broniących się przed nowym etapem zawłaszczenia ich życia przez globalne korporacje, jaki stanowi fala porozumień o wolnym handlu i inwestycjach „nowego typu” takich jak CETA.

Neoliberalna globalizacja widziana przez różowe okulary?

Część europosłów wciąż patrzy na neoliberalną globalizację przez „różowe okulary”, mimo dziesiątek raportów, mimo zniknięcia – od pierwszej takiej umowy NAFTA, między Kanadą, USA i Meksykiem – setek tysięcy gospodarstw rolnych w Meksyku, przesunięcia miejsc pracy wysokiej jakości z Kanady, najpierw do gorzej chronionego USA, wreszcie do Meksyku, gdzie wzdłuż amerykańskiej granicy pracują w amerykańskich i kanadyjskich manufakturach, za niskie wynagrodzenia, w praktyce bez żadnych praw, miliony tanich meksykańskich pracowników rekrutujących się m.in. z pozbawionych własnych gospodarstw meksykańskich rolników i ich rodzin.

Na próżno Council of Canadians, obywatelska organizacja licząca sto tysięcy członków, bije na alarm, pisze ostrzegające listy do Europejczyków, wywiera presję na własny rząd. Mit „postępu, rozwoju i powszechnego dobrobytu” jaki rzekomo niesie ze sobą „wolny handel” korporacyjny, ma się świetnie, napędzany milionami dolarów wydawanych na jego promocję przez korporacje, pomieszane ze światem elit politycznych. Nie na darmo w samej Unii Europejskiej wokół instytucji unijnych działa ponad 15 tysięcy korporacyjnych lobbystów, część z nich nawet nie zarejestrowanych, mimo ciągłych walk społeczeństwa obywatelskiego o zakaz nierejestrowanego, a więc niemożliwego do monitorowania przez obywateli lobbyingu.

CETA została wynegocjowana w takich właśnie warunkach: przy całkowitym braku transparentności, w stałej bliskości i przy ciągłych konsultacjach „doradczych” KE z organizacjami wielkiego biznesu typu Business Europe. CETA jest porozumieniem stworzonym na potrzeby, na wniosek, dla i przy pomocy wielkich ponadnarodowych korporacji. Takich, które łączy z wysokimi funkcjonariuszami unijnymi, ale też z europejskimi i narodowymi elitami politycznymi polityka „otwartych drzwi” – niewybrany ponownie na zajmowane stanowisko polityczne polityk lub zwolniony urzędnik, przechodzi na intratną posadę do jednej z korporacji, której się „przysłużył”, gdy pełnił swój polityczny lub urzędniczy mandat. Przykładów jest tak wiele, że praktyka stała się wręcz „normalnością”, częścią systemu, tylko u części obywateli budząc sprzeciw i opór, rosnący co prawda w miarę jak w corocznych raportach organizacji Oxfam maleje liczba rodzin posiadająca razem połowę światowego majątku. Przejęcie władzy w najpotężniejszym kraju świata przez rodzinę miliarderów uważających za normalne, że „posada” prezydenta USA jest sposobem na rozbudowanie ich biznesowego imperium i wślizgnięcie się do ścisłej czołówki światowych bogaczy, jest nową ilustracją tego w jak zdegenerowanym świecie żyjemy.

Czarny dzień dla europejskiej demokracji

Głosowanie za CETA w Parlamencie Europejskim jest bardzo niebezpiecznym, czarnym dniem dla Europejczyków. Jest mocnym sygnałem, że nasza wieloletnia walka o większy udział w procesach podejmowania decyzji w UE Parlamentu Europejskiego – a więc „przedstawicieli obywateli” – nie chroni nas, zwykłych ludzi, przed niesprawiedliwością, biedą, zniewoleniem, upadkiem usług publicznych, coraz liczniejszymi i poważniejszymi chorobami „cywilizacyjnymi”, plądrowaniem otaczającej nas przyrody, zatruwaniem naszego środowiska życia, postępującymi zmianami klimatu.

Na próżno jeden z Zielonych europosłów Yannick Jadot, dziś kandydat na prezydenta Francji, zwracał się w październiku ubiegłego roku do przewodniczącego Komisji Europejskiej Jean-Claudea Junckera i przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska, w wystąpieniu w Parlamencie Europejskim, wyrażając sprzeciw wobec arbitrażu  inwestycyjnego ICS: „Twierdzi pan, że reprezentuje pan obywateli Europy, a co im pan powie, panie Juncker, gdy Komisja Europejska w końcu zakończy swoją pracę regulacyjną nad substancjami zaburzającymi gospodarkę hormonalną, a wtedy Bayer i Monsanto zaskarżą Unię Europejską za wprowadzone środki zaradcze? Co pan powie, panie Tusk, obywatelom Unii Europejskiej, gdy Europa wykona swoją pracę podejmując leadership w kwestiach ochrony klimatu, a wtedy kanadyjskie firmy produkujące ropę z piasków roponośnych i gaz łupkowy zaskarżą Unię?”. Jak widać jego słowa nie przekonały nie tylko Komisji Europejskiej i Rady Europejskiej, ale także większości Europosłów, którzy przecież mają reprezentować interesy swoich wyborców, a nie wielkich korporacji.

Z tego głosowania wyciągniemy wnioski. Mamy nadzieję, że wyciągną je również wyborcy PIS, gdyż mimo głoszonych przez PIS sloganów o koniecznym odzyskaniu suwerenności dla polskiej gospodarki, działania PIS idą w dokładnie odwrotnym kierunku. Zatwierdzenie CETA przez rząd i głosowanie za CETA większości europosłów PIS (np. posła Kuźmiuka, który przecież publicznie deklarował w TVP3, że będzie głosował przeciw CETA), obok zdrady obietnic wyborczych PIS wobec frankowiczów, są jeszcze jednym świadectwem, że korporacje i wielki biznes są ważniejsi dla PIS niż polscy rolnicy, którzy będą pierwszymi masowymi ofiarami CETA, ważniejsi niż konsumenci, którzy zostaną pozbawieni żywności dobrej jakości i narażeni na jeszcze większą zachorowalność na „choroby cywilizacyjne” wynikające z przemysłowej żywności i zatrucia środowiska ich życia, ważniejsi niż mali przedsiębiorcy, którzy nie wytrzymają konkurencji z wielkimi panoszącymi na naszym rynku korporacjami, ważniejsi niż pracownicy, którzy zostaną poddani presji niższych zarobków, gorszych warunków pracy, mniejszych gwarancji zatrudnienia i świadczeń społecznych, ważniejsi niż obywatele, którzy będą jeszcze bardziej narażeni na wykorzystywanie ich danych osobowych przez wielki biznes, wpychani w spiralę zadłużenia przez coraz bardziej nieokiełznane korporacje finansowe, wciskające komu się da wysoko-odsetkowe „chwilówki”, oraz pozbawiani praw do współuczestniczenia w decydowaniu o ich środowisku i losie.

Trump wygodnym argumentem dla korporacyjnych lobbyistów

Po Brexicie i wyborze na prezydenta USA Donalda Trumpa, z jego protekcjonistyczną polityką nowego typu, zwolennicy porozumienia zaczęli rozsiewać mit jakoby umowa CETA była antydotum na politykę amerykańskiego populistycznego prezydenta. To tylko sprytnie używany pretekst. CETA otworzy szeroko europejskie rynki na produkty eksportowane przez kanadyjskie filie amerykańskich korporacji, otworzy też tym korporacjom prawo do skarżenia Unii Europejskiej do sądów arbitrażowych za jej progresywne, chroniące pracowników, środowisko, konsumentów i przyszłe pokolenia przepisy. Pierwsze na celowniku to zasada ostrożnościrozporządzenie REACH, będące największymi osiągnięciami na świecie w dziedzinie ochrony środowiska i zdrowia obywateli, przeciwko którym Kanada toczyła i toczy brutalną wojnę w WTO. Narzędzia jakie daje CETA amerykańskim korporacjom za pośrednictwem ich kanadyjskich filii:  współpraca regulacyjnaarbitrażowe sądy inwestycyjne ICS, stwarzają – nawet nie prawdopodobieństwo, ale wręcz pewność – że jest to początek końca tych, tak ważnych dla naszego zdrowia, zasad.

Dlatego tego typu porozumienia nie mają racji bytu w UE, jeżeli UE ma być projektem pokoju, demokracji i współpracy narodów, dla dobra ich obywateli.

W dobie gwałtownych zmian klimatu i patologicznego wzrostu władzy korporacji potrzebne są inne porozumienia handlowe, temperujące korporacyjne zapędy, stymulujące współpracę i rozwój lokalny, faworyzujące gospodarkę społeczną i solidarną działającą na rzecz lokalnych społeczności i wspólnego interesu obywateli, chroniące pracowników, konsumentów, środowisko i przyszłe pokolenia.

Jest jeszcze szansa na zatrzymanie CETA

Zostaliśmy jako obywatele zdradzeni przez naszych przedstawicieli. W każdym razie ich dużą część (tylko Zieloni, lewica i różni nacjonaliści prawie wszyscy głosowali przeciw CETA). Wyciągnijmy z tego lekcję. Po pierwsze CETA została na szczęście uznana za tzw. „porozumienie mieszane”. Choć 90% porozumienia wchodzi w życie od razu, już od 1 marca br., jednak aż 38 parlamentów krajowych i regionalnych musi kolejno, w ciągu dwóch lat, zatwierdzić umowę. A w Holandii dodatkowo obywatele muszą je zatwierdzić w obywatelskim referendum. Wystarczy, że jedna z tych instancji powie NIE a całe porozumienie, również jego prowizorycznie wprowadzona część, upadnie.

We Francji i Niemczech organizacje i ruchy obywatelskie starają się uczynić z CETA temat wyborczy. W Polsce nie możemy dać za wygraną. Mimo wciąż popularnych neoliberalnych mitów, informacja o negatywnych skutkach porozumień takich jak zamrożone porozumienie TTIP miedzy UE i USA i jak CETA, rozeszła się szerokim echem. Sondaże pokazują, że wśród wyborców PIS szczególnie dominuje odrzucenie tych porozumień. Dlatego ponad podziałami powinniśmy wywierać presję na rządzących i posłów PIS, ale też na posłów opozycji, aby Polska znalazła się wśród krajów, których parlamenty odrzucą CETA do lamusa historii.
Ewa Sufin-Jacquemart

cze12

CETA – wredna siostra TTIP

W kwietniu Maude Barlow, przewodnicząca masowej organizacji obywatelskiej Council of Canadians, przyjechała do Polski, żeby uprzedzić Polaków jakie zagrożenia stwarza porozumienie o wolnym handlu i inwestycjach podpisane w imieniu Unii Europejskiej przez Komisję Europejską z Kanadą, tzw. porozumienie CETA.  Wywiad z Maude Barlow Ewy Sufin-Jacquemart, prezeski zarządu Fundacji Strefa Zieleni,  można znaleźć na stronie Zielonych Wiadomości.

Dziś załączamy dodatkowo polską wersję krótkiej broszury na temat zagrożeń CETA, ale też innych negocjowanych aktualnie porozumień o „wolnym” handlu i inwestycjach – TTIP  Unii Europejskiej z USA, a także wielostronnego porozumienia o liberalizacji usług TISA.  Broszurę tę opracowała brytyjska organizacja Global Justice Now.

Czytamy w niej m.in.:

„Wymienione umowy handlowe mają wiele cech wspólnych, z których najważniejsze to: przyznanie korporacjom nowych praw do ochrony zysków przed trybunałami arbitrażowymi, obniżenie standardów chroniących prawa społeczne i ekonomiczne, zdrowie i środowisko oraz stwarzanie inwestorom nowych możliwości uczestnictwa w dostarczaniu usług użyteczności publicznej i realizacji zamówień publicznych. Co istotne, określenie tych porozumień mianem „umów handlowych” oznacza, że wiele kwestii, których dotychczas nie uważaliśmy za związane z handlem lub podlegające wymianie handlowej, zostanie niejako sprzedane w pakiecie. Dotyczy to m. in. dostępu do wiedzy, wsparcia dla lokalnych film, czy norm dotyczących żywności.”

Warto zapoznać się z całą broszurą i napisać do naszych Europosłów, aby nie zgadzali się na przyjęcie tej niebezpiecznej umowy, która jeżeli wejdzie w życie, będzie obowiązywała całe pokolenia, dopóki będzie istniała Unia Europejska, a każda jej modyfikacja będzie wymagała zgody wszystkich krajów członkowskich.

Polish version CETA TTIP little brother

Fundacja Strefa Zieleni – działamy na rzecz trwałego, zrównoważonego rozwoju Follow us Facebook Twiter RSS