Tematy

Mar19

Apel do organizacji dbających o suwerenność żywnościową

W Ziemięcinie-czereśnie2
Belgijska organizacja FIAN Belgia (http://www.fian.be) informuje, że 25 belgijskich organizacji podpisało się pod wspólnym stanowiskiem ws. „Forum for the Future of Agriculture” (pol. Forum na rzecz Przyszłości Rolnictwa), a teraz zbierają podpisy również w innych krajach.
Forum na rzecz Przyszłości Rolnictwa ma się odbyć 28.03.2017 i jest
współorganizowane przez korporację rolno-chemiczną Syngenta, której chyba nie trzeba nikomu przedstawiać.
Treść stanowiska (po francusku): http://www.fian.be/Mobilisons-nous-contre-le-FFA-pour-le-futur-de-l-agriculture?lang=fr  (po polsku poniżej).
Fundacja Strefa Zieleni podpisała się pod tym stanowiskiem i gorąco zachęcamy do tego wszystkie polskie organizacje, którym leży na sercu jakie będzie rolnictwo i jakie produkty rolne będą spożywać nasze dzieci.
Podpis należy złożyć poprzez link powyżej (strona z francuskim tekstem apelu), pod tekstem jest miejsce na wpisanie nazwy organizacji i maila kontaktowego (klikamy na zielony guzik Valider).
Oto tłumaczenie tekstu apelu na polski:

Akcja 28 marca o 12:30

Zmobilizujmy się przeciwko Forum dla Przyszłości Rolnictwa (FFA) dla przyszłości rolnictwa!

Apel społeczeństwa obywatelskiego

28 marca w Brukseli odbędzie się 10. edycja Forum dla Przyszłości Rolnictwa (FFA). Jego organizatorzy, Syngenta (międzynarodowa korporacja chemiczna i spożywcza) oraz ELO (Europejskie lobby wielkich obszarników) zaprezentuje rolnictwo, które ich zdaniem sprosta wyzwaniom środowiskowym i żywienia. Koalicja organizacji chłopskich (członków ruchu La Via Campesina), organizacji społeczeństwa obywatelskiego i obywateli/ek odrzuca te fałszywe rozwiązania agrobiznesu i zaprasza do mobilizacji, aby wysłać mocny, wyraźny komunikat do organizatorów/ek i uczestników/czek tego forum: takie rolnictwo nie ma przyszłości!

Fałszywe rozwiązania fałszywych problemów

Pod uwodzącym tytułem „gdzie rolnictwo i ochrona środowiska się spotykają”, forum prezentuje prestiżowy panel uczestników (UE, OECD, ONZ, itd.), w tym organizacji pozarządowych ochrony przyrody i intelektualistów/tek. Za tą fasadą stwarzającą pozory otwartej debaty, kryje się kosztowne przedsięwzięcie wpływania na siły polityczne. Gdy reforma Wspólnej Polityki Rolnej (WPR) Unii Europejskiej i przepisów dotyczących niektórych pestycydów są przedmiotem dyskusji, dla graczy z agrobiznesu kluczowa jest obrona ich interesów. W tym celu przedstawiają się jako mistrzowie walki z głodem i o ochronę środowiska, broniąc jednakże fałszywych rozwiązań. Aby sprostać obecnym i przyszłym wyzwaniom związanym z wyżywieniem ludzkości, mają wciąż ten sam przekaz: zwiększenie produktywności gruntów rolnych za pomocą technologii i dalszego zmniejszenia barier dla wolnego rynku.

W odpowiedzi na pytanie „Jak nakarmić 9 mld osób do 2050 roku”, organizatorzy FFA utrwalają mit, że dziś nie wytwarza się wystarczającej ilości żywności dla ludzkości. Ale według FAO produkujemy już wystarczającą ilość żywności dla 12 miliardów ludzi! Przyczyn głodu i niedożywienia należy raczej szukać w skrajnym ubóstwie (zwłaszcza na obszarach wiejskich, który obejmuje około 70% osób cierpiących z powodu głodu), marnotrawstwie żywności (30% żywności wyprodukowanej na skalę globalną jest marnowana, jak twierdzi FAO) oraz w wykorzystywaniu gruntów rolnych na rzecz biopaliw i zwierząt gospodarskich (na produkcję pasz i zwierząt).

Lobbyści i koncerny sprzedają tzw. inteligentne rolnictwo (smart agriculture w języku angielskim): zrobotyzowane, chemiczne, biotechnologiczne i wyspecjalizowane. Ale to nie wpływa na nakarmienie tych, którzy są głodni, tylko służy temu, aby producent/ka był/a jeszcze bardziej zależny/a od międzynarodowych koncernów spożywczych. Poza ich negatywnym wpływem na zdrowie i środowisko, technologie te przyspieszają zadłużanie i znikanie gospodarstw rolnych.

Tak więc, uważanie żywności za zwykły towar poddany prawom wolnego rynku jest główną przyczyną ubożenia świata wiejskiego i naszej różnorodności biologicznej. Zarówno na Północy jak i na Południu, konkurencja między rolnikami/czkami faworyzuje duże gospodarstwa kosztem drobnych rolników/czek, którzy/re ponoszą katastrofalne konsekwencje tego modelu: spadek dochodów, utrata zatrudnienia, utrata gospodarstw, wielkie zadłużenie, spekulacje gruntami rolnymi i żywnością, itp. W ciągu 30 lat, Belgia straciła 63% swoich gospodarstw, 43 tygodniowo. Dotyczy to w większości niewielkich rolników.

Kupcy śmierci pomalowani na zielono

Maszyny rolnicze, środki chemiczne i transport międzynarodowy nie mogą obejść się bez paliw kopalnych. Jednakże Syngenta jest podobno mistrzem ekologii. Podczas edycji 2016 FFA, rozdano pluszowe pszczoły, aby chwalić się inicjatywami o niejasnych efektach. Firma organizująca zapewne chciała zapomnieć, że podejmuje intensywne wysiłki przeciwko zakazowi neonikotynoidów, oskarżonych przez społeczność naukową o katastrofalne skutki dla naturalnych zapylaczy, takich jak pszczoły i trzmiele.

Na swojej stronie internetowej firma głosi, że przeciwstawianie się stosowaniu GMO, nawozów sztucznych i pestycydów oznacza zużycie większej ilości wody i ziemi, co dowodzi działania firmy w złej wierze, ignorując rozwiązania, które zostały już sprawdzone.

Rozwiązania istnieją: agroekologia i suwerenność żywnościowa

Rolnictwo agrobiznesu nie oferuje nam nic nowego. To tylko realizacja logiki, która przyniosła zagładę naszej ziemi, zmniejszenie różnorodności biologicznej, zanieczyszczenie wód i znikanie naszych gospodarstw. Prawdziwe inteligentne rolnictwo, rolnictwo przyszłości, to takie, które się inspiruje naturalnymi ekosystemami. Publikacja Specjalnego Sprawozdawcy ds Prawa do Żywności ONZ stwierdza, że produkcja Agroekologii może się podwoić w ciągu 10 lat, łagodząc zmiany klimatyczne, chroniąc wody i tworząc nowe miejsca pracy w sektorze rolnym.

Zamiast wypuszczać towary rolne na wolny rynek i poddawać je nakazom agrobiznesu, narody muszą same określić swoje systemy rolno-spożywcze, aby uzyskać zdrową żywność, dostosowaną do ich potrzeb, produkowaną lokalnie w sposób zrównoważony. Dlatego uważamy, że ważne jest, aby skupić się na suwerenności żywnościowej.

Tak jak nie chcemy aby handlarze bronią odpowiadali za pokój, tak nie chcemy, aby handlarze trucizny dbali o naszą dietę. Ich interes jest wyłącznie finansowy. Ich rolnictwo zabija rolników/czki, konsumentów/ki i środowisko. Reprezentuje ono przeszłość.

Chcemy wysłać jasny przekaz do decydentów europejskich i międzynarodowych, którzy powinni ukrócić wpływ prywatnych interesów agrobiznesu i wziąć odpowiedzialność za przeprowadzenie agroekologicznej transformacji.

Wzywamy jak najwięcej organizacji i ruchów do podpisania tego apelu i do dołączenia do nas 28 marca.

Dla naszej przyszłości, łączmy się!

Informacje praktyczne:

Zjazd odbywa się w dniu 28 marca 2017 roku od godziny 12:30 do 13:30, w Mont des Arts (Belgia), naprzeciw skweru. W programie: wystąpienia publiczne, bufet wiejski, działania wizualne.

Mar03

Apel o ochronę drzew

zdjecie-FB-drzewa

Fundacja Strefa Zieleni poparła list Fundacji alter eco z apelem do prezesa Jarosława Kaczyńskiego, do prezydenta Andrzeja Dudy i do premier Beaty Szydło.  List ten, podpisany przez organizacje ekologiczne i ludzi nauki,  apeluje o wprowadzenie zmian w ustawie o ochronie przyrody, która weszła w życie z dniem 1 stycznia 2017 roku, aby przywrócić ustawową ochronę drzew przed wycinką, zarówno na terenach prywatnych jak i publicznych.

List punktuje najbardziej szkodliwe zmiany w znowelizowanej 16 grudnia 2016 roku ustawie o ochronie przyrody, które doprowadziły do masowych wycinek drzew w całym kraju:

Petycja_prezes-1 Petycja_prezes-2 Petycja_prezes-3

Lut16

15 luty 2017 czarnym dniem dla Europejczyków

CETA-demonstracja

15 lutego 2017 roku Parlament Europejski przegłosował przyjęcie umowy o wolnym handlu i inwestycjach między Unią Europejską i Kanadą – 408 Europosłów zagłosowało za, 254 przeciw, 33 wstrzymało się. Większość europosłów nie usłyszała głosów milionów obywateli Unii broniących się przed nowym etapem zawłaszczenia ich życia przez globalne korporacje, jaki stanowi fala porozumień o wolnym handlu i inwestycjach „nowego typu” takich jak CETA.

Neoliberalna globalizacja widziana przez różowe okulary?

Część europosłów wciąż patrzy na neoliberalną globalizację przez „różowe okulary”, mimo dziesiątek raportów, mimo zniknięcia – od pierwszej takiej umowy NAFTA, między Kanadą, USA i Meksykiem – setek tysięcy gospodarstw rolnych w Meksyku, przesunięcia miejsc pracy wysokiej jakości z Kanady, najpierw do gorzej chronionego USA, wreszcie do Meksyku, gdzie wzdłuż amerykańskiej granicy pracują w amerykańskich i kanadyjskich manufakturach, za niskie wynagrodzenia, w praktyce bez żadnych praw, miliony tanich meksykańskich pracowników rekrutujących się m.in. z pozbawionych własnych gospodarstw meksykańskich rolników i ich rodzin.

Na próżno Council of Canadians, obywatelska organizacja licząca sto tysięcy członków, bije na alarm, pisze ostrzegające listy do Europejczyków, wywiera presję na własny rząd. Mit „postępu, rozwoju i powszechnego dobrobytu” jaki rzekomo niesie ze sobą „wolny handel” korporacyjny, ma się świetnie, napędzany milionami dolarów wydawanych na jego promocję przez korporacje, pomieszane ze światem elit politycznych. Nie na darmo w samej Unii Europejskiej wokół instytucji unijnych działa ponad 15 tysięcy korporacyjnych lobbystów, część z nich nawet nie zarejestrowanych, mimo ciągłych walk społeczeństwa obywatelskiego o zakaz nierejestrowanego, a więc niemożliwego do monitorowania przez obywateli lobbyingu.

CETA została wynegocjowana w takich właśnie warunkach: przy całkowitym braku transparentności, w stałej bliskości i przy ciągłych konsultacjach „doradczych” KE z organizacjami wielkiego biznesu typu Business Europe. CETA jest porozumieniem stworzonym na potrzeby, na wniosek, dla i przy pomocy wielkich ponadnarodowych korporacji. Takich, które łączy z wysokimi funkcjonariuszami unijnymi, ale też z europejskimi i narodowymi elitami politycznymi polityka „otwartych drzwi” – niewybrany ponownie na zajmowane stanowisko polityczne polityk lub zwolniony urzędnik, przechodzi na intratną posadę do jednej z korporacji, której się „przysłużył”, gdy pełnił swój polityczny lub urzędniczy mandat. Przykładów jest tak wiele, że praktyka stała się wręcz „normalnością”, częścią systemu, tylko u części obywateli budząc sprzeciw i opór, rosnący co prawda w miarę jak w corocznych raportach organizacji Oxfam maleje liczba rodzin posiadająca razem połowę światowego majątku. Przejęcie władzy w najpotężniejszym kraju świata przez rodzinę miliarderów uważających za normalne, że „posada” prezydenta USA jest sposobem na rozbudowanie ich biznesowego imperium i wślizgnięcie się do ścisłej czołówki światowych bogaczy, jest nową ilustracją tego w jak zdegenerowanym świecie żyjemy.

Czarny dzień dla europejskiej demokracji

Głosowanie za CETA w Parlamencie Europejskim jest bardzo niebezpiecznym, czarnym dniem dla Europejczyków. Jest mocnym sygnałem, że nasza wieloletnia walka o większy udział w procesach podejmowania decyzji w UE Parlamentu Europejskiego – a więc „przedstawicieli obywateli” – nie chroni nas, zwykłych ludzi, przed niesprawiedliwością, biedą, zniewoleniem, upadkiem usług publicznych, coraz liczniejszymi i poważniejszymi chorobami „cywilizacyjnymi”, plądrowaniem otaczającej nas przyrody, zatruwaniem naszego środowiska życia, postępującymi zmianami klimatu.

Na próżno jeden z Zielonych europosłów Yannick Jadot, dziś kandydat na prezydenta Francji, zwracał się w październiku ubiegłego roku do przewodniczącego Komisji Europejskiej Jean-Claudea Junckera i przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska, w wystąpieniu w Parlamencie Europejskim, wyrażając sprzeciw wobec arbitrażu  inwestycyjnego ICS: „Twierdzi pan, że reprezentuje pan obywateli Europy, a co im pan powie, panie Juncker, gdy Komisja Europejska w końcu zakończy swoją pracę regulacyjną nad substancjami zaburzającymi gospodarkę hormonalną, a wtedy Bayer i Monsanto zaskarżą Unię Europejską za wprowadzone środki zaradcze? Co pan powie, panie Tusk, obywatelom Unii Europejskiej, gdy Europa wykona swoją pracę podejmując leadership w kwestiach ochrony klimatu, a wtedy kanadyjskie firmy produkujące ropę z piasków roponośnych i gaz łupkowy zaskarżą Unię?”. Jak widać jego słowa nie przekonały nie tylko Komisji Europejskiej i Rady Europejskiej, ale także większości Europosłów, którzy przecież mają reprezentować interesy swoich wyborców, a nie wielkich korporacji.

Z tego głosowania wyciągniemy wnioski. Mamy nadzieję, że wyciągną je również wyborcy PIS, gdyż mimo głoszonych przez PIS sloganów o koniecznym odzyskaniu suwerenności dla polskiej gospodarki, działania PIS idą w dokładnie odwrotnym kierunku. Zatwierdzenie CETA przez rząd i głosowanie za CETA większości europosłów PIS (np. posła Kuźmiuka, który przecież publicznie deklarował w TVP3, że będzie głosował przeciw CETA), obok zdrady obietnic wyborczych PIS wobec frankowiczów, są jeszcze jednym świadectwem, że korporacje i wielki biznes są ważniejsi dla PIS niż polscy rolnicy, którzy będą pierwszymi masowymi ofiarami CETA, ważniejsi niż konsumenci, którzy zostaną pozbawieni żywności dobrej jakości i narażeni na jeszcze większą zachorowalność na „choroby cywilizacyjne” wynikające z przemysłowej żywności i zatrucia środowiska ich życia, ważniejsi niż mali przedsiębiorcy, którzy nie wytrzymają konkurencji z wielkimi panoszącymi na naszym rynku korporacjami, ważniejsi niż pracownicy, którzy zostaną poddani presji niższych zarobków, gorszych warunków pracy, mniejszych gwarancji zatrudnienia i świadczeń społecznych, ważniejsi niż obywatele, którzy będą jeszcze bardziej narażeni na wykorzystywanie ich danych osobowych przez wielki biznes, wpychani w spiralę zadłużenia przez coraz bardziej nieokiełznane korporacje finansowe, wciskające komu się da wysoko-odsetkowe „chwilówki”, oraz pozbawiani praw do współuczestniczenia w decydowaniu o ich środowisku i losie.

Trump wygodnym argumentem dla korporacyjnych lobbyistów

Po Brexicie i wyborze na prezydenta USA Donalda Trumpa, z jego protekcjonistyczną polityką nowego typu, zwolennicy porozumienia zaczęli rozsiewać mit jakoby umowa CETA była antydotum na politykę amerykańskiego populistycznego prezydenta. To tylko sprytnie używany pretekst. CETA otworzy szeroko europejskie rynki na produkty eksportowane przez kanadyjskie filie amerykańskich korporacji, otworzy też tym korporacjom prawo do skarżenia Unii Europejskiej do sądów arbitrażowych za jej progresywne, chroniące pracowników, środowisko, konsumentów i przyszłe pokolenia przepisy. Pierwsze na celowniku to zasada ostrożnościrozporządzenie REACH, będące największymi osiągnięciami na świecie w dziedzinie ochrony środowiska i zdrowia obywateli, przeciwko którym Kanada toczyła i toczy brutalną wojnę w WTO. Narzędzia jakie daje CETA amerykańskim korporacjom za pośrednictwem ich kanadyjskich filii:  współpraca regulacyjnaarbitrażowe sądy inwestycyjne ICS, stwarzają – nawet nie prawdopodobieństwo, ale wręcz pewność – że jest to początek końca tych, tak ważnych dla naszego zdrowia, zasad.

Dlatego tego typu porozumienia nie mają racji bytu w UE, jeżeli UE ma być projektem pokoju, demokracji i współpracy narodów, dla dobra ich obywateli.

W dobie gwałtownych zmian klimatu i patologicznego wzrostu władzy korporacji potrzebne są inne porozumienia handlowe, temperujące korporacyjne zapędy, stymulujące współpracę i rozwój lokalny, faworyzujące gospodarkę społeczną i solidarną działającą na rzecz lokalnych społeczności i wspólnego interesu obywateli, chroniące pracowników, konsumentów, środowisko i przyszłe pokolenia.

Jest jeszcze szansa na zatrzymanie CETA

Zostaliśmy jako obywatele zdradzeni przez naszych przedstawicieli. W każdym razie ich dużą część (tylko Zieloni, lewica i różni nacjonaliści prawie wszyscy głosowali przeciw CETA). Wyciągnijmy z tego lekcję. Po pierwsze CETA została na szczęście uznana za tzw. „porozumienie mieszane”. Choć 90% porozumienia wchodzi w życie od razu, już od 1 marca br., jednak aż 38 parlamentów krajowych i regionalnych musi kolejno, w ciągu dwóch lat, zatwierdzić umowę. A w Holandii dodatkowo obywatele muszą je zatwierdzić w obywatelskim referendum. Wystarczy, że jedna z tych instancji powie NIE a całe porozumienie, również jego prowizorycznie wprowadzona część, upadnie.

We Francji i Niemczech organizacje i ruchy obywatelskie starają się uczynić z CETA temat wyborczy. W Polsce nie możemy dać za wygraną. Mimo wciąż popularnych neoliberalnych mitów, informacja o negatywnych skutkach porozumień takich jak zamrożone porozumienie TTIP miedzy UE i USA i jak CETA, rozeszła się szerokim echem. Sondaże pokazują, że wśród wyborców PIS szczególnie dominuje odrzucenie tych porozumień. Dlatego ponad podziałami powinniśmy wywierać presję na rządzących i posłów PIS, ale też na posłów opozycji, aby Polska znalazła się wśród krajów, których parlamenty odrzucą CETA do lamusa historii.
Ewa Sufin-Jacquemart

Gru16

Wysyłamy list do Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi i do komisji sejmowej

zdjecie-strona

W dniu 16 grudnia br. wysłaliśmy list do Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi Krzysztofa Jurgiela oraz do Sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi z naszym protestem wobec odraczania przez PIS ustalonych ułatwień sanitarnych dla rolników wyrabiających domowo tradycyjne przetwory z własnych produktów. Własne domowe przetwórstwo to jeden z warunków przetrwania małych tradycyjnych gospodarstw rolnych, wobec presji dystrybutorów skupujących wciąż taniej i taniej produkty rolne od producentów.

Kiedy po latach walki o prawa rolników do domowego przetwórstwa, podobne do tych jakie mają mali rolnicy w innych krajach Unii Europejskiej, udało się w końcu organizacjom rolniczym, dzięki ich wielkiej mobilizacji, uzyskać zezwolenie na wyrabianie i sprzedawanie własnych przetworów (w ograniczonej ilości), natychmiast PIS znalazł „kruczek”, zasłaniając się przepisami UE, aby ich radość była krótkotrwała.  Znaleziono bowiem wymówkę, aby utrzymać dla rolników te same wysokie i kosztowne wymogi sanitarne, jakie obowiązują przedsiębiorców przemysłu spożywczego.  Dlaczego w innych krajach UE jest możliwe to co w Polsce miałoby być niemożliwe?

Przyłączamy się do uzasadnionego protestu zawiedzionych rolników. Konsumenci pozbawieni dostępu do tradycyjnych dobrych produktów od naszych rolników mają taki sam powód do niezadowolenia i rozgoryczenia co rolnicy. Oto wysłany przez nas list:

 

Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi Krzysztof Jurgiel Sejmowa Komisja Rolnictwa i Rozwoju Wsi

Szanowny Panie Ministrze, Szanowna Komisjo Rolnictwa i Rozwoju Wsi,

Nasza organizacja wspiera rozwój modelu rolnictwa opartego na produkcji dobrej i wartościowej żywności w wielu, niewielkich gospodarstwach rodzinnych. Jak pokazują tysiące świadectw rolników na całym świecie, również w krajach rozwiniętej północy, oraz liczne raporty badaczy i ekspertów, właśnie takie rolnictwo zapewnia suwerenność żywnościową regionom i krajom, jest przyjazne środowisku i bioróżnorodności, mniej wpływa i jest bardziej odporne na zmiany klimatu, pozwala godnie żyć na wsiach milionom ludzi, a także zapewnia lepszą, zdrowszą, żywność dla konsumentów. Dlatego m.in. wspieramy Deklarację z Nyéléni światowego ruchu na rzecz suwerenności żywnościowej i dołączyliśmy do sieci Nyéléni Polska.

Czujemy się zobowiązani poinformować Pana Ministra i Szanowną Komisję Rolnictwa i Rozwoju Wsi, iż jesteśmy  głęboko  rozczarowani stanowiskiem PiSu w związku z kolejną zmianą stanowiska w sprawie rozporządzenia dotyczącego sprzedaży detalicznej przez rolników(*). Domagamy się dotrzymania słowa zgodnie z obietnicami PIS przed wyborami, oraz z tym co usłyszeliśmy podczas posiedzenia komisji rolnictwa(**).

Dla dobra rolników i konsumentów, domagamy się wprowadzenia od 1 stycznia 2017 roku rozporządzenia do ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu ułatwienia sprzedaży żywności przez rolników, z zapisami: „Sprzedaż detaliczna małych ilości wytworzonej przez rolnika żywności ma podlegać tylko rozdziałowi III załącznika II rozporządzenia 852/2004”.

UZASADNIENIE: Mała skala i ograniczenia ilościowe tej działalności są wystarczającym powodem zastosowania minimalnych przepisów sanitarnych, które zawarte są w rozdziale III załącznika II do rozporządzenia WE852/2004. Odwołanie się wprost do  zapisów Dyrektywy nie będzie wiązało się z koniecznością notyfikacji i przepisy będą mogły obowiązywać od 1 stycznia 2017r.

Z poważaniem,

Ewa Sufin-Jacquemart, Prezes Zarządu

(*) Sprzedaż żywności przez rolnika nadal będzie niemożliwa http://www.farmer.pl/prawo/przepisy-i-regulacje/sprzedaz-zywnosci-przez-rolnika-nadal-bedzie-niemozliwa,68461,3.html (**) A TUTAJ WYPOWIEDŹ MINISTRA Rafał Romanowski (od 8:42), zapewniającego, że os 1 stycznia będzie obowiązywać ustawa i rozporządzenie http://www.sejm.gov.pl/Sejm8.nsf/transmisje_arch.xsp?rok=2016&month=11&page=4#91DE44F9B9D7FB89C125806C004E4F6E

Konferencja prasowa – Rolnicy i konsumenci wprowadzeni w błąd – martwa ustawa o sprzedaży bezpośredniej http://www.sejm.gov.pl/Sejm8.nsf/transmisje.xsp?unid=6B768F07D4742B38C12580840048E479#

Hisilicon Balong

 

Gru12

Czy zapalimy znicz na grobie demokracji środowiskowej i systemu ochrony przyrody?

mem-szyszko-ekolodzy-do-wiezienia

Jak w innych dziedzinach, tak i w zakresie ochrony przyrody i środowiska, PIS – rękami ministra Jana Szyszko – szykuje ostateczny zamach na system ochrony przyrody i środowiska w Polsce, nadając całkowity priorytet funkcji gospodarczej nad funkcją ochronną. Przyrodę degraduje się do kategorii „zasobu”, którego eksploatację i niszczenie należy w maksymalnym stopniu ułatwić, likwidując wszelkie „bariery dla inwestycji”. „Przeszkadzające” organizacje ekologiczne mają być zniszczone, jako, że są ostatnim wsparciem dla zagrożonych degradacją środowiska społeczności lokalnych i jedynym głosem zagrożonych fizyczną zagładą zwierząt i drzew.

Pieniądz nowym bożyszczem kapitalistycznej Polski

Od początku lat 90., wraz z transformacją polityczną i gospodarczą,  zapanowała w naszym kraju nowa religia, jednocząca prawie wszystkich Polaków, bez względu na światopogląd, płeć, wiek, zawód czy miejsce zamieszkania: pieniądz, zysk, biznes, potrzeba bogacenia się i konsumowania, za wszelką cenę, bez względu na koszty społeczne. Niestety największą cenę takiego „rozwoju” płaci  przyroda i środowisko, w którym żyją ludzie oraz inne gatunki zwierząt. Szczegolnie, gdy demokracja jest młoda, prawo nierozwinięte i niespójne, instytucje chroniące dobra wspólne niewydolne, a rządzący i urzędnicy mało kompetentni, posiadający niewielką wiedzę w dziedzinach takich jak ekologia i środowisko, gdyż nie było tych dziedzin w programach szkolnych.

Kiedy demokracja środowiskowa była w modzie

Wraz z wejściem do Unii Europejskiej, a w zasadzie jeszcze w okresie kandydowania do UE, kiedy jako młode post-komunistyczne państwo chcielismy udowodnić, że jesteśmy godni zaufania, że nadajemy się do zachodnioeuropejskiej rodziny, kolejne rządy starały się wdrożyć ważne w UE regulacje i instytucje służące ochronie środowiska i przyrody, w tym wprowadzić demokrację środowiskową. Jeszcze przed akcesją ratyfikowaliśmy więc opracowaną w ramach Europejskiej Komisji Gospodarczej ONZ miedzynarodową Konwencję z Aarhus o dostępie do informacji, udziale społeczeństwa w podejmowaniu decyzji oraz dostępie do sprawiedliwości w sprawach dotyczących środowiska, która stała się w 2003 roku konstytucyjnym prawem Polaków, po dostosowaniu polskiego prawa do wymogów tej wyjątkowo progresywnej  i ważnej konwencji. W ramach akcesji stworzylismy natomiast ponad 1000 stref Natura 2000 i wdrożyliśmy wymagające europejskie prawo ochrony środowiska i przyrody.

Kogo „uwiera” ochrona przyrody?

Co prawda szybko się okazało, że ochrona środowiska i przyrody „uwiera” – masowo napływających na nowy, obiecujący i wygłodniały polski rynek – międzynarodowych inwestorów i korporacje, dla których wszelkie ograniczenia i wymogi wiążą się z dodatkowymi kosztami i obniążką spodziewanych (wielkich) zysków.  A ponieważ rządzące elity były mniej lub bardziej powiązane z coraz bardziej panoszącym się wielkim biznesem międzynarodowym (co im dawało możliwości szybkiego bogacenia się i rozwijania biznesu polskiego), zarówno tworzone i zmieniane prawo, jak i praktyka jego stosowania stawały się stopniowo coraz bardziej przychylne inwestycjom i biznesowi, kosztem przyrody, środowiska, zdrowia i jakości życia miejscowej lub regionalnej społecznosci, tudzież całego społeczeństwa.

Jak obywatele bronią swojego środowiska?

Kraje Europy Zachodniej oczywiście przechodziły kiedyś przez ten sam proces. Dlatego zwykli obywatele – płacąc przez lata wysoką cenę za szybki rozwój gospodarczy napędzany konsumpcją w ramach wolnego rynku – nękani chorobami cywilizacyjnymi i spadkiem jakości życia, wypracowali stopniowo  mechanizmy obronne tzw. społeczeństwa obywatelskiego, m.in. dla kontroli swojego najbliższego środowiska życia. Powstały więc narzędzia dla demokracji środowiskowej takie jak plany zagospodarowania przestrzennego i oceny oddziaływania inwestycji na środowisko, instytucje kontrolno-partycypacyjne jak rady obywatelskie w osiedlach i dzielnicach czy rady pracownicze w zakładach pracy, a także wyjątkowe uprawnienia dla organizacji społecznych działających na rzecz środowiska i przyrody. Ponieważ ochrona przyrody i środowiska – wobec kompleksowości zjawisk, sytuacji i rozwiązań – wymaga wysokiego poziomu zaangażowania i dużej wiedzy, funkcję ochrony przyrody i środowiska przed dominującą chciwością, bezwzględnością i brakiem myślenia długofalowego inwestorów powierzono wyspecjalizowanym organizacjom ekologicznym.

Taki system nie jest być może doskonały, tak jak niedoskonały jest system państwa opiekuńczego, w którym niektórzy  beneficjenci nie przestrzegają reguł i wykorzystują luki w systemie kontroli. Ale mimo wszystko, taki nawet niedoskonały system znacznie ułatwia zachowanie bioróznorodności, zmniejszając tempo niszczenia siedlisk i wyginania gatunków, tudzież zmniejsza tempo rozwoju chorób powodowanych nadmiernym rozprzestrzenianiem się w powietrzu, wodzie i glebie toksycznych, szkodliwych dla zdrowia substancji chemicznych. Dzięki silnym organizacjom ekologicznym wspieranym ze środków publicznych lub bezpośrednio przez ludzi, obywatele nie czują się całkiem bezbronni, np. wobec deweloperów szukających miejsca na wybudowanie kolejnego biurowca, supermarketu czy spalarni, często poświęcając  park, skwer lub inny teren zielony („nieużytek”?). Nie zważa się na to, że są to dobra wspólne podnoszące jakość życia i zadowolenie z życia mieszkańców, a do tego stanowią zwykle korytarze ekologiczne – konieczne dla przetrwania wielu gatunków zwierząt żyjących w otaczających miasta lasach – albo kliny napowietrzające narażone na smog miasto.

Dlaczego ochrona przyrody i środowiska jest ważna?

Od jakości systemu ochrony przyrody i środowiska zależy jakość życia ludzi (tych żyjących dziś jak i przyszłych pokoleń),  ich poziom zadowolenia i spełnienia oraz jakość ich zdrowia, a dla dzikich zwierząt oznacza wręcz ich szanse na przeżycie i przetrwanie ich gatunku, czyli gwarantuje zachowanie bioróżnorodności. Wobec bezwzględności i „skuteczności” konkurencyjnego globalnego systemu neoliberalnej gospodarki rynkowej w niszczeniu świata żywego i zatruwaniu środowiska, obywatele muszą mieć prawo demokratycznej kontroli nad decyzjami dotyczącymi środowiska ich życia. Dlatego Europejska Komisja Gospodarcza ONZ doprowadziła w 1998 roku do powstania miedzynarodowej Konwencji z Aarhus, która stała się w 2003 roku konstytucyjnym prawem Polaków.

To konstytucyjne prawo obywateli jest dziś zagrożone … likwidacją!

Bo dziś „dobrą zmianę” w dziedzinie ochrony przyrody i środowiska symbolizuje minister Jan Szyszko, nieugięty wojownik o prawo człowieka do niszczenia przyrody w imię „wykorzystywania danego człowiekowi od Boga prawa do eksploatacji śwata żywego” dla zaspokajania własnych potrzeb. Nie ważne, że te „potrzeby” to niesprawiedliwe, szkodliwe dla dobra ogólu i przyszłych pokoleń prawo nielicznych do nieograniczonego bogacenia się. Nic dziwnego, że przy takim podejściu i tak wielkich aspiracjach materialnego bogacenia się ze strony rządzących elit, broniące przyrody i środowiska organizacje ekologiczne są od lat – jeszcze od przegranych przez ministra Szyszkę w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości prób oszczędzenia kilkunastu kilometrów autostrady kosztem bezcennych, ściśle chronionych prawem unijnym, mokradeł Doliny Rospudy – solą w oku ministra Szyszki.

Koniec demokracji środowiskowej

Zdobywszy władzę nad środowiskiem i przyrodą, wspierany przez wszechmocnego Jarosława Kaczyńskiego minister Szyszko przypuścił atak frontalny na demokrację środowiskową. Po rozmontowaniu i podporządkowaniu sobie i swoim koncepcjom prawie stuletniej doradczej instytucji naukowej – dotąd niezależnej – Państwowej Rady Ochrony Przyrody, a potem Regionalnych Rad Ochrony Przyrody, teraz przyszła kolej na instytucje odpowiedzialne za ochronę środowiska w państwie – Generalną Dyrekcję Ochrony Środowiska i Regionalne Dyrekcje Ochrony Środowiska – oraz na organizacje ekologiczne.

W ścisłej tajemnicy, aby nie dać czasu społeczeństwu na reakcję, minister Szyszko przygotował w swoim ministerstwie pakiet radykalnych zmian w trzech podstawowych ustawach dotyczących ochrony przyrody i środowiska oraz demokracji środowiskowej. Jednocześnie cynicznie i celowo wprowadzał w błąd opinię publiczną i w deklaracjach medialnych zaprzeczał jakoby jego ministerstwo prowadziło prace nad zmianami prawa o ochronie przyrody i środowiska.

Co w trawie piszczy?

Tym czasem kilka dni temu fundacje ekologiczne  Greenpeace Polska i Greenmind opublikowały pozyskane przez nie gotowe projekty nowelizacji trzech zasadniczych ustaw z zakresu ochrony przyrody, środowiska i demokracji środowiskowej, które minister Szyszko przesłał miesiąc temu, z osobiście podpisanym listem, do premier Beaty Szydło. Minister informuje panią premier, że przesyła projekty ustaw, które „mają ułatwić proces inwestycyjny”.

Zmiany dotyczą ustaw:

  • ustawa o ochronie przyrody
  • ustawa prawo ochrony środowiska
  • ustawa o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko.

Teksty projektów ustaw można znaleźć tu: http://www.greenpeace.org/poland/ustawy-MS-koniec-ochrony-przyrody/

W wielkim skrócie zmiany polegają na:

  1. drastycznym podważeniu zasad demokracji i praw społeczeństwa obywatelskiego poprzez pozbawienie obywateli możliwości działania w kwestiach ochrony środowiska za pośrednictwem organizacji pozarządowych – w całkowitej sprzeczności z Konwencją z Aarhus; kryteria dopuszczenia organizacji ekologicznej do udziału w postepowaniu administracyjnym de facto wykluczają wszystkie działające w Polsce organizacje; nawet gdyby cudem znalazła się organizacja spełniająca zestaw proponowanych nierealnych i niespójnych kryteriów, aktywistom takiej organizacji grozi kara więzienia do lat trzech, jeżeli ich argumenty zostaną uznane za bezpodstawne;
  2. zcentralizowaniu decyzji środowiskowych i ocen oddziaływania na środowisko w rękach wojewodów i starostów, (dziś wydaje je wójt lub RDOŚ) aby (jak wójt) organ wydający decyzję nie ulegał protestom społeczności lokalnych, narażonych na skutki inwestycji szkodliwej dla ich środowiska, zdrowia i jakości życia, oraz  aby organ ten nie miał (jak RDOŚ) pogłębionych kompetencji w zakresie ochrony przyrody i środowiska;
  3. stworzeniu narzędzi dla inwestorów do obchodzenia wymogu oceny oddziaływania na środowisko dla inwestycji budowlanych o dużej szkodliwości środowiskowej i uciążliwości dla mieszkańców;
  4. zcentralizowaniu w rękach ministra ds. środowiska i wojewodów ważnych procedur z zakresu ochrony środowiska, wprowadzając istotne zmiany instytucjonalne, radykalnie osłabiające dotychczasowe instytucje resortowe (likwidacja GDOŚ i RDOŚ, powołanie w ich miejsce instytucji czysto wykonawczej Krajowego Zarządu Zasobów Środowiska z jednostkami regionalnymi);
  5. przejęciu przez ministra ds. środowiska i wojewodów kontroli nad NFOŚiGW i WFOŚiGW czyli ważnymi funduszami służącymi dotychczas wspieraniu m.in. działań organizacji działających na rzecz ochrony przyrody i środowiska,
  6. zniesieniu kontroli nad działaniami Lasów Państwowych.

List ministra Szyszki do premier Beaty Szydło syntetyzujący w punktach proponowane zmiany i ich cele znajdziesz tu: http://www.greenpeace.org/poland/pl/wydarzenia/polska/PILNE-Min-Szyszko-do-premier-Szydo-Zlikwidujmy-system-ochrony-przyrody-wykluczmy-NGOsy-organizacje-ujawniaj-dokumenty

Podsumowując…

Jak w innych dziedzinach, tak i w zakresie ochrony przyrody i środowiska, PIS – rękami ministra Jana Szyszko – szykuje ostateczny zamach na system ochrony przyrody i środowiska w Polsce, nadając całkowity priorytet funkcji gospodarczej nad funkcją ochronną, degradując przyrodę do kategorii „zasobu”, którego eksploatację i niszczenie należy w maksymalnym stopniu ułatwić, likwidując wszelkie „bariery dla inwestycji”. Dokonuje przy tym ataku frontalnego na zasady społeczeństwa obywatelskiego, wypowiadając wojnę organizacjom ekologicznym, będącym ostatnim wsparciem dla społeczności lokalnych zagrożonych degradacją ich środowiska, oraz jedynym głosem zagrożonych fizyczną zagładą zwierząt i drzew.

Oczywiście proponowane zmiany łamią w zasadniczy sposób prawo unijne, tylko czy ten rząd w ogóle to obchodzi?    Czy Unia Europejska posiada skuteczne instrumenty nacisku, które mogłyby zapobiec wyniszczeniu naszej przyrody i środowiska życia Polaków? Czy układ sił w Komisji Europejskiej pozwoli na  ich uruchomienie?

Można tylko mieć nadzieję, że tuż przy sławnej „stodole” ministra Szyszki powstanie hotel z dyskoteką pod gołym niebem, ferma na 8000 świń, hodowla 250,000 norek amerykańskich, kurnik na 500.000 kur i kurczaków, wszystko ogrzewane oczywiście eko-groszkiem węglowym, a główny geolog kraju, Mariusz Orion-Jędrysek „załatwi” mu „na wyciągnięcie ręki” jakiś intratny odwiert gazu łupkowego. Pewnie z 80 osób z regionu zdobyło by cenne niskopłatne miejsca pracy na umowy śmieciowe, a minister Szyszko miałby powody do zadowolenia. Ciekawe tylko czy myśliwy Szyszko miałby do kogo w swojej okolicy strzelać… pewnie już tylko do protestujących pod jego oknami mieszkańców i ekologów.

Gdyby jakaś grupa pokrzywdzonych mieszkańców chciała stworzyć w przyszłych wyborach samorządowych Komitet Wyborczy Partii Zieloni, tu jest kontakt: http://partiazieloni.pl/

Ewa Sufin-Jacquemart

 

Fundacja Strefa Zieleni – działamy na rzecz trwałego, zrównoważonego rozwoju Follow us Facebook Twiter RSS