Fundacja Strefa Zieleni, propaguje trwały, zrównoważony rozwój ekonomiczny, społeczny i ekologiczny. Za największe wyzwania naszych czasów uważamy kryzys klimatyczny, wymieranie gatunków, zanieczyszczenie środowiska, wyczerpujące się zasoby nieodnawialne oraz stale rosnące wielkie nierówności. Szukamy takich idei i rozwiązań, które pozwolą stawić czoła tym wyzwaniom i nie będą tych niebezpiecznych zjawisk potęgować.

Wartościami, które są nam bliskie są równość i sprawiedliwość społeczna, rozwój społeczeństwa obywatelskiego i demokracji partycypacyjnej, tolerancja i wolność światopoglądowa, zwalczanie wszelkich form dyskryminacji, prawa kobiet i osób LGBTQ+, prawa zwierząt, rozdział Państwa od Kościoła, wolność słowa i wolny obieg informacji, społeczeństwo oparte na wiedzy.

Chcemy wspierać działania na rzecz budowy zielonej gospodarki - tworzenia nowych, wysokiej jakości miejsc pracy, rozwoju energetyki odnawialnej, transportu publicznego oraz energooszczędnego budownictwa. Bliskie są nam idee społecznej odpowiedzialności biznesu, zielonej reformy podatkowej, wysokiej jakości polityki społecznej oraz usług publicznych. Promujemy gospodarkę obywatelską, spółdzielczość i kooperatywizm, a także nowatorskie polityki społeczne jak bezwarunkowy dochód podstawowy.

Organizujemy Zielone Uniwersytety, konferencje, debaty, szkolenia i wystawy, informujemy o najważniejszych działaniach obywatelskich, uprawiamy rzecznictwo i wspieramy organizowanie się i aktywizm obywatelski. Wydajemy publikacje, a nasi ludzie prezentują ekopolityczną wizję świata w mediach i na ulicach.

Updated by @StrefaZieleni

Najnowsze wpisy:

lut08

Od inicjatyw oddolnych do rządu: reformy Zielonych w Zagrzebiu

Zagrzeb, zdjęcie: Jonas Togo, creative commons

Polecamy artykuł Samira Jeraja o tym jak municypalizm zwyciężył w stolicy Chorwacji, dzięki rządom nowego burmistrza i jego zielono-lewicowej partii. Przetłumaczyliśmy go z Green European Journal.

Ruchy municypalne to jedne z najbardziej obiecujących nowości, jakie pojawiły się w ramach progresywnej polityki w Europie w ostatnich latach. W Zagrzebiu od 2021 r. za administrację miastem odpowiada zielono-lewicowy ruch Možemo!, wyrastający z demokratycznych inicjatyw oddolnych, który osiągnął już spore sukcesy, poczynając od zwalczania korupcji, na poprawie usług dla obywateli skończywszy.

Trzy tygodnie po objęciu stanowiska Tomislav Tomašević, pierwszy Zielony burmistrz Zagrzebia, zaczął rozmontowywać schedę po swoim cieszącym się złą sławą, skorumpowanym poprzedniku. Finanse miasta były w opłakanym stanie, istniało ryzyko, że pracownikom nie będzie z czego płacić wynagrodzeń. Prawa ręka byłego prezydenta miasta nadal pracowała wówczas na stanowisku „ds. porad prawnych i eksperckich przy prezydencie miasta” do momentu, gdy aresztowano ją za korupcję całkiem niedaleko biura Tomaševicia – było to jedno z wielu aresztowań osób sprawujących funkcje w miejskiej administracji i przedsiębiorstwach komunalnych w Zagrzebiu.

Tomislava Tomaševicia już od młodości pociągały aktywizm i dążenie do zmian społecznych. „Moje działania zawsze były polityczne, ale do polityki partii włączyłem się dopiero pięć lat temu”, wyjaśnił nam w rozmowie. W wieku 16 lat zaczął pracować w największej w Chorwacji proekologicznej organizacji pozarządowej Zelena akcija. Jak mówi: „Nawet jako licealista byłem już aktywistą”.

To tam właśnie Tomašević poznał Borisa Ivčicia, który zapamiętał go jako rzutkiego i energicznego młodego działacza. „Od początku było widać, że jest ambitny, ale także odpowiedzialny”, mówi Ivčić. Podczas spotkań Tomašević, wtedy zaledwie 19-latek, często z dużą pewnością siebie przekonywał do swoich racji osoby dwukrotnie od niego starsze.

Owa energia i zdolności przywódcze znalazły wyraz w jego kolejnym projekcie, Mreža mladih Hrvatske (Sieci Młodzieży Chorwackiej), czyli sojuszu krajowych i lokalnych organizacji młodzieżowych. Tomašević był jego współzałożycielem, a potem także przewodniczącym, zanim jeszcze, już jako przewodniczący, powrócił do Zelena akcija. „Niektórych w naszej organizacji nieco niepokoiło, że był taki młody, wkrótce jednak przestali się martwić i zaczęli go podziwiać” – opowiada Ivčić.

Jednym z kluczowych momentów w przejściu Tomaševicia od aktywizmu do polityki była zorganizowana w Zagrzebiu kampania Pravo na grad (Prawo do Miasta). Wyrastająca z kombinacji aktywizmu młodzieżowego, kulturowego i ekologicznego inicjatywa była sprzeciwem wobec promowanej przez populistycznego prezydenta miasta Milana Bandicia komercyjnej sprzedaży i zabudowy przestrzeni publicznej, które ograniczały przestrzeń służącą młodzieży i którym często towarzyszyła korupcja. Tomašević wraz z Teodorem Celakoskim od początku stali na czele tej kampanii, za pomocą humoru i działań performatywnych komunikując jej przesłanie. Kiedy wpływowy miejscowy przedsiębiorca próbował ominąć przepisy, zgłaszając, że jego nowo wybudowana willa to w istocie hotel, wspierający kampanię Pravo na grad zaczęli masowo rezerwować u niego noclegi.

Główna batalia między Pravo na gradi Tomaševiciem z jednej strony a miejscowymi elitami i ówczesnym prezydentem miasta z drugiej rozegrała się, gdy jeden z deweloperów nieruchomości zgłosił plan rozbiórki promenad w centrum Zagrzebia w celu wybudowania w ich miejsce galerii handlowej i podziemnego parkingu. Wtedy właśnie dotychczasowa grupa aktywistów zamieniła się w masowy ruch i 55 tysięcy osób podpisało petycję wspierającą kampanię. „To była jedna z największych w historii Chorwacji kampanii przeprowadzonych przez organizacje pozarządowe”, twierdzi Ivčić. Jej organizatorzy postanowili przekuć wsparcie na działania.

Protestujący użyli klasycznych metod działań bezpośrednich bez stosowania przemocy w celu powstrzymania planowanej inwestycji i zwrócenia uwagi na korupcję panującą w urzędzie miasta. Byli masowo zatrzymywani przez policję. Ostatecznie nie udało się powstrzymać budowy galerii handlowej, ale kampania ujawniła gruntowną różnicę zdań między opinią publiczną a politycznymi przywódcami Zagrzebia, nowe grupy Pravo na gradzaś zaczęły powstawać w całym kraju.

„To okazało się całkiem skuteczne również na szczeblu międzynarodowym. Byłem wtedy honorowym doradcą ds. młodzieży w ramach oenzetowskiego programu ochrony środowiska. Pracowałem jako konsultant w wielu innych krajach”, opowiada Tomašević.

Odbył także studia magisterskie ze zrównoważonego rozwoju na uniwersytecie w Cambridge. Niedługo po powrocie do Chorwacji przeniósł się z Zelena akcija do biura Fundacji Heinricha Bölla (które później przekształciło się w Instytut na rzecz Ekologii Politycznej), skupiając się bardziej na strategiach politycznych i badaniach naukowych.

Mimo że ogromna część jego działalności miała charakter polityczny, do partii politycznej Tomašević wstąpił dopiero w 2017 r. „Tak jak wiele moich koleżanek i kolegów zorientowałem się, że w sprawach, o które walczymy, nie dojdzie do zmian”, powiedział – a to dlatego, że żadna z politycznych partii nie kwapiła się do wdrażania strategii, do których nawoływało społeczeństwo obywatelskie.

Zagrzeb jest nasz!

Partia Zagreb je NAŠ! narodziła się w lutym 2017 r., zaledwie kilka miesięcy przed wyborami do zgromadzenia rady miejskiej i prezydenta miasta. Nowe ugrupowanie okazało się jedną z największych wyborczych niespodzianek, zdobywając niemal 8 procent głosów w sejmiku. Jako kandydat na prezydenta miasta Tomašević zdobył około 4 procent głosów. W wyniku tego w radzie miasta zasiadło czterech reprezentantów partii (w tym Tomašević), którzy w ten sposób zyskali możliwość przekucia swoich doświadczeń jako aktywiści i stratedzy na działalność opozycyjną na szczeblu politycznym.

Grupa radnych nadal działała, opierając się na aktywistach i starając się zwrócić na siebie uwagę wyborców oraz zapewnić ugrupowaniu widoczność. Większość ludzi zaczęła ich postrzegać jako główną partię opozycyjną ścierającą się z ówczesnym prezydentem miasta. Jako że radni nie byli opłacani za pełny etat, Tomašević nadal pracował także w Institute for Political Ecology (Instytucie na rzecz Ekologii Politycznej), prowadząc działalność strategiczno-badawczą i skupiając się na kwestiach demokratyzacji i transformacji ekologicznej.

W 2019 r. Tomaševiciowi oraz działaczkom i działaczom z Zagreb je NAŠ! udało się zjednoczyć kierujące się podobnymi przesłankami ugrupowania w całej Chorwacji i utworzyć ogólnokrajową partię polityczną Možemo! (Możemy!), która powstała kilka miesięcy przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Co prawda, nie udało jej się zdobyć żadnego mandatu, ale w 2020 r. partia wystartowała ponownie w wyborach parlamentarnych w Chorwacji. Koalicja ugrupowań zielonych i lewicowych, na której czele stanęła, uzyskała 7 procent głosów i siedmioro posłów, a jednym z nich był Tomašević. W marcu 2023 r. Tomašević i Sandra Benčić zostali wybrani przez zgromadzenie ogólne na koordynatorów partii.

Niektórym z aktywistów nie podobała się jednak przemiana Zagreb je NAŠ! w Možemo! „Ja naprawdę wierzę w nowy municypalizm, a Možemo! to partia ogólnokrajowa, pozbawiona jednak ogólnokrajowych podstaw”, stwierdził Paul Stubbs, pochodzący z Wielkiej Brytanii socjolog działający w Zagreb je NAŠ!.

Martwi go między innymi to, że „duch demokracji bezpośredniej”, który do tej pory cechował ten ruch, rozmyje się w wyniku jego transformacji w ruch ogólnokrajowy, nie mający w gminach silnych, demokratycznych organizacji. Jak odnotował Stubbs w swoim artykule, konsultacje z członkami i osobami wspierającymi ruch, przeprowadzane regularnie przez wyborami w 2021 r., w kolejnym roku niemal ustały. To jednak normalne, że w przypadku przejmowania władzy w targanym problemami samorządzie trudno utrzymać wcześniejszy poziom zaangażowania inicjatyw oddolnych, cechujący działalność opozycyjną, a to w związku z presją wynikającą z konieczności spełnienia wyborczych obietnic.

Stubbs postrzega Zagreb je NAŠ! jako część fali ruchów municypalnych w miastach takich jak Barcelona, Graz czy Berlin. Martwi go, że Možemo! jako partia ogólnokrajowa nie ma oddolnego wsparcia w innych małych czy dużych miejscowościach w Chorwacji, co może sprawić, że upodobni się strukturą do innych partii politycznych. „Słyszę, że nowe kierownictwo chce ożywić tego ducha [demokracji bezpośredniej] – poczekamy, zobaczymy”, mówi.

Wraz ze wzrostem poparcia dla Možemo! i rozwojem publicznej platformy Tomaševicia aktywiści z Zagreb je NAŠ! optymistycznie zapatrywali się na swoje szanse w wyborach samorządowych w 2021 r. Po śmierci populistycznego prezydenta miasta Milana Bandicia, który sprawował tę funkcję od 2005 r. i zmarł na skutek ataku serca niedługo przed wyborami, Tomašević wysunął się na prowadzenie, w pierwszej rundzie zdobywając ok. 45 procent głosów. Po dogrywce, w której zmierzył się z kandydatem skrajnej prawicy, z 64-procentowym poparciem został wybrany prezydentem Zagrzebia.

Według Ivčicia kampania wyborcza towarzysząca drugiej rundzie była „naprawdę brudna” –  skrajna prawica oskarżyła Tomaševicia o udział w ogólnoświatowym spisku, w którym uczestniczyć miały organizacje pozarządowe z Zagrzebia. Mimo że niemal 200 tysięcy osób oddało głos na Tomaševicia, Ivčicia martwi, że niemal połowa tej liczby zagłosowała na skrajną prawicę. Možemo! i jej sojusznikom zabrakło jednego miejsca, aby uzyskać większość w zgromadzeniu reprezentantów. Aby móc rządzić miastem, sformowano koalicję z socjaldemokratami.

Przejmowanie (przegniłych) instytucji

Według Tomaševicia sprawowanie urzędu to „zupełnie inna para kaloszy”, bardzo odmienna od działalności opozycyjnej. W zgromadzeniu może on liczyć na grupę 23 radnych (26, wliczając partnerów koalicyjnych), ale w urzędzie miasta – siedzibie władzy wykonawczej – był tylko on i jego dwóch zastępców.

Głównym wyzwaniem dla nowych władz było przywrócenie „normalności” w mieście. Poprzednik Tomaševicia Milan Bandić przez dwadzieścia lat budował i utrzymywał swoją władzę przez nagradzanie na zasadzie kontraktów i obsadzanie wpływowych stanowisk swoimi znajomymi. Chorwacja jest w UE państwem najgorzej radzącym sobie z korupcją. W 2022 r. na podstawie wskaźnika korupcji Corruption Perceptions Index Transparency International przyznało temu krajowi zaledwie 50 z możliwych 100 punktów.

W Zagrzebiu sytuacja była szczególnie paląca – korupcja zresztą dotyczyła nie tylko polityki. W 2018 r. w wyniku skandalu związanego z klubem piłkarskim Dinamo Zagreb do więzienia trafiło kilku najwyższych rangą działaczy. Prezydenta Bandicia aresztowano (dwukrotnie) i zawieszono w wykonywaniu funkcji w latach 2014–2015 w związku z aferą korupcyjną, w której postępowanie toczyło się aż do jego śmierci. Owa korupcyjna i dysfunkcyjna scheda nadal kładzie się cieniem na funkcjonowaniu miasta. „Codziennie wychodzi na jaw coś nowego, rzeczy tak dziwne i niedorzeczne, że wprost trudno mi uwierzyć, że tak to działało przez całe dziesięciolecia”, wyznał Tomašević. 

W systemie samorządowym w Chorwacji prezydent miasta i jego lub jej zastępcy są wybierani w głosowaniu bezpośrednim. Natomiast tzw. ministrami miejskimi, czyli szefami poszczególnych dyrekcji, są osoby wyznaczane na kadencje czteroletnie. Oznacza to, że Tomašević „odziedziczył” także podopiecznych swojego poprzednika, ludzi, których krytykował i którym się sprzeciwiał. „To przedziwna sytuacja, delikatnie mówiąc. A nowych ministrów mogę wyznaczyć jedynie w toku bardzo czasochłonnego i biurokratycznego procesu”, stwierdził. Tomaševiciowi udało się jednak zredukować szokująco wysoką liczbę miejskich resortów („Zagrzeb okazał się mistrzem świata”, zażartował) – z 27 do 16.

Dodatkową trudność stanowiło to, że trzęsienie ziemi, które dotknęło Zagrzeb w marcu 2020 r., spowodowało w mieście i jego okolicach straty szacowane na 11,5 miliarda euro. Na dodatek świat dopiero wychodził z pandemii COVID-19. Po wyborach administracja Tomaševicia musiała także zmierzyć się z konsekwencjami wojny w Ukrainie, w tym z atakiem przeprowadzonym przez drona.

Zdaniem Tomaševicia w zakresie sprawowania rządów miasto było w naprawę opłakanym stanie. „Kiedy objęliśmy władzę, nie byliśmy w stanie wypłacać pensji urzędnikom i pracownikom administracji, bo po prostu nie było nic na koncie”, wspomina. Aby sprostać zobowiązaniom, nowe władze musiały zaciągnąć pożyczki. Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy było głębokie zadłużenie przedsiębiorstwa usług komunalnych Zagreb Holding, zatrudniającego ponad 8 tysięcy osób. Pojawiły się także kłopoty z wypłatami dla setek instytucji prowadzonych bądź wspieranych przez miasto, od przedszkoli po ośrodki kultury. W 2022 r. miastu udało się ustabilizować sytuację i uzyskać nad nią kontrolę.

Kolejnym wielkim projektem, zapoczątkowanym w październiku 2021 r., była reforma gospodarki odpadami, wzorowana na „tanich, ale skutecznych” systemach stosowanych w Austrii, Szwajcarii i w Niemczech. Ilość odpadów zmieszanych udało się ograniczyć o 27 procent, więcej niż w jakimkolwiek innym mieście w Chorwacji, choć Tomašević twierdzi, że trzeba wprowadzić kolejne usprawnienia dla mieszkańców bloków.

Nowa polityka dotycząca odpadów i recyklingu ukazuje również wyzwania, jakie rodzi przełożenie programu wyborczego na rzeczywiste działania. Działania samorządu są ograniczone ze względów zarówno prawnych, jak i politycznych, wewnątrz samorządu zaś poszczególne resorty konkurują ze sobą o zasoby. Chaos i korupcja, jakie panoszyły się za rządów poprzedniego prezydenta, okazały się katalizatorem politycznej zmiany, ale także przeszkodą na drodze do zmian i reform.

Raczej postęp niż przemiana

Także w samej nowej koalicji rządzącej w Zagrzebiu pojawiły się spory i wyłomy. Klasycznie „zielone” podejście do nowej gospodarki odpadami i recyklingu było krytykowane przez lewicę za to, że nie wzięto pod uwagę kwestii społecznych. Nowy system wymagał od obywateli, aby sami zaopatrywali się w worki na odpady poddawane recyklingowi, a mieszkańcy niektórych bloków mieszkalnych w centrum miasta zostali zmuszeni do opłacania zamkniętych miejsc składowania odpadów. Obie te regulacje zwiększyły koszty ponoszone przez gospodarstwa domowe o niższych przychodach, choć do tej pory administracja nie nakłada jeszcze przewidzianych kar.

W momencie wyboru nowego prezydenta miasta także transport publiczny zmagał się z ogromnymi problemami. „Nasz tabor składa się z bardzo leciwych tramwajów, niektóre z nich są starsze ode mnie”, mówił ze śmiechem Tomašević. Korzystając z funduszy unijnych, władze zamówiły już 20 nowych tramwajów i zakupiły 65 autobusów. Celem jest przejście w kolejnym etapie na transport publiczny elektryczny bądź oparty na paliwie wodorowym. Dodatkowo, pamiętając o protestach organizowanych przez Pravo na grad, władze miejskie chcą rozszerzyć przestrzeń przeznaczoną wyłącznie dla pieszych w centrum Zagrzebia.

Miasto wyremontowało także cztery szkoły, remont dwóch kolejnych ma się ku końcowi. Wybudowano lub rozbudowano ponadto sześć nowych szkół, a kolejne są planach. Jak wyjaśnił prezydent miasta, nowe szkoły zaprojektowano z myślą o odporności na wstrząsy sejsmiczne, energooszczędności i generowaniu własnej energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych.

Z myślą o oporności na skutki trzęsień ziemi podjęto także prace nad wzmocnieniem miejskich mostów i budynków instytucji kultury i innych. Wielu prac remontowych wymagają także budynki będące prywatną własnością, co należy do obowiązków rządu centralnego, ma jednak wpływ na miasto.

Kolejnym priorytetem Tomaševicia jest sprostanie zapotrzebowaniu na niedrogie przedszkola i żłobki – do końca jego prezydenckiej kadencji miasto planuje zbudować bądź utworzyć 20 nowych placówek. Zagrzeb jest także jednym z najbardziej „nieszczelnych” miast Europy pod względem systemu miejskich wodociągów, bo połowa wody tracona jest podczas jej przesyłania. Planowana inwestycja o wartości 300 milionów euro ma temu zapobiec. „Są ogromne oczekiwania, którym musimy sprostać, a to nie zawsze jest łatwe”, przyznaje prezydent miasta. Dodaje także: „Rok 2022 był czasem stabilizowania sytuacji, a 2023 będzie rokiem inwestycji”.

Stubbs ma nadzieję, że władze podejmą bardziej radykalne i lewicowe działania, ale wie, że napotkają także trudności: „Stanowią wysepkę zdrowego rozsądku na wielkim morzu korupcji i prawicowego jadu, wszystko, czego się podejmą, a co można by uznać za niezgodnie z przepisami, spowoduje, że sprawy trafią do sądu”. Według niego nowe władze dobrze sobie radzą pod względem wzmocnienia przestrzegania praw człowieka osób ze społeczności LGBTQI+ i romskiej, nadal jednak za bardzo ograniczają się do systemu neoliberalnego.

Model alternatywny

Tomašević wykazał się biegłością w komunikacji także jako rządzący już polityk. Początkowo wywołał konsternację lewicy, krytykując niezgłoszony wcześniej strajk pracowników przedsiębiorstwa odpadów komunalnych, ale szybko nawiązał ze strajkującymi kontakt, podjął negocjacje i zgodził się na niektóre z ich żądań, po czym ubrany w roboczy kombinezon wraz z nimi ruszył do pracy i przez parę godzin zbierał miejskie odpady.

Zwracanie uwagi na szczegóły przysłużyło się w przeszłości Tomaševiciowi, jednak zdaniem Ivčicia złożoność zarządzania miastem wymaga także delegowania zadań. Tam, gdzie prezydent podjął osobistą interwencję, sytuacja się poprawiła, a problemy rozwiązano. Jednakże bez wsparcia własnych, miejskich ministrów możliwość delegowania przez prezydenta zadań jest znacznie ograniczona.

„Szczerze mówiąc, polityka uczestniczenia nadal stanowi wyzwanie. W tym roku musimy się na niej bardziej skupić”, twierdzi Tomašević. Władze miasta umożliwiły wszystkim obywatelom udział w wyborach do rad szkół, wprowadziły w szkołach zajęcia z edukacji obywatelskiej, aktywnie szukają także innych sposobów zaangażowania mieszkańców w sprawowanie rządów. Planują wprowadzenie dzielnicowych budżetów partycypacyjnych.

Korupcja nie jest jedynym kłopotliwym dziedzictwem, z jakim musi się mierzyć Tomašević. Na złożoną historię Chorwacji po rozpadzie Jugosławii składają się nacjonalizm, faszyzm, socjalizm, antyfaszyzm i demokracja, które odzwierciedla jej polityka. Według prezydenta Zagrzebia wojny z lat 90. ubiegłego wieku nadal dają o sobie znać na scenie politycznej, jednak „Chorwaci powoli stają się społeczeństwem bardziej postępowym i włączającym i mam nadzieję, że my także się do tego przyczyniamy”. Niedługo po objęciu stanowiska Tomašević odsłonił pomnik ofiar Holokaustu, upamiętniający również rolę odegraną przez faszystowski rząd ustaszy – co w Chorwacji nadal jest drażliwą kwestią historyczną, o której politycy nacjonalistyczni nie chcą wspominać bądź do której poruszania odnoszą się wręcz wrogo.

„Jego [Tomaševicia] działania są interesującą kombinacją tradycji antyfaszystowskiej i tego, co nazwałbym nowym patriotyzmem”,mówi Stubbs. Tomaševiciowi udało się wykorzystać moc symbolicznej reprezentacji, aby pokazać, jak można podejść do kwestii wywołujących podziały, takich jak spuścizna po toczących się na Bałkanach wojnach. Jest pierwszym chorwackim politykiem, który odwiedził miejsce upamiętniające serbską rodzinę zamordowaną w Zagrzebiu podczas wojny o niepodległość. Jest również pierwszym prezydentem miasta, który wziął udział w Paradzie Równości. Jego zdaniem: „To takie symboliczne działania, ale myślę, że są one istotne dla społeczeństwa, w którym wszyscy są równi niezależnie od pochodzenia etnicznego, wyznania czy statusu”. Władze miejskie pod jego rządami podjęły także działania zmierzające do zapewnienia poszanowania prawa do aborcji, po wielu latach pozostawania tych gwarancji jedynie na papierze.

Dół formularza

Jedną z najbardziej obiecujących oznak tego ruchu jest to, że inni starają się go naśladować. Moramo!, polityczna koalicja zielonych w Serbii, wzoruje się na Možemo! i ma już przedstawicieli w samorządzie i sejmiku Belgradu. Zobaczymy, dokąd w przyszłych latach zaprowadzą bałkańskie społeczeństwa perspektywy sprawowania władzy przez ugrupowania zielono-lewicowe.

Powyższa rozmowa stanowi część cyklu esejów i wywiadów poświęconych kryzysowi politycznych rządów i alternatywnym sposobom myślenia oferowanym przez Zielonych. Wszystkie odsłony cyklu można przeczytać tutaj.

Artykuł opublikowany 12 lipca 2023 r. w „Green European Journal”.

Tłumaczenie: Katarzyna Byłów

Samir Jeraj jest dziennikarzem skupiającym się na kwestiach mieszkalnictwa i prywatnego najmu. W latach 2008–2012 był radnym Norwich z ramienia Partii Zielonych w Norwich. Wraz z Rosie Walker napisał książkę The Rent Trap, na twitterze publikuje jako @sajeraj.

sie30

Ekofeministyczna moc zmiany

Nasz świat poszedł w złym kierunku. „Wojna na Ukrainie i pandemia przysłoniły nam największy kryzys z jakim mamy do czynienia, nie tylko w tym stuleciu, ale od początku istnienia naszej cywilizacji”, ostrzega nas w swoim nagraniu profesor etyki Magdalena Środa, przywołując skutki naszej ludzkiej działalności, która doprowadziła do katastrofalnych zmian klimatu, masowego wymierania zwierząt, topnienia lodowców, coraz częstszych susz i powodzi, płonących lub wycinanych lasów i puszcz.

Dziś potrzeba nie ewolucyjnych poprawek, ale radykalnych zmian. Musimy porzucić system, w którym dla zysków niewielu coraz szybciej niszczymy nasz świat i stawiamy pod znakiem zapytania jego, a przede wszystkim nasze, ludzkie, przetrwanie. Musimy odejść od systemu patriarchalnej władzy silniejszych i wojny o to kto więcej i szybciej zniszczy nasze ekologiczne dobra wspólne, od których zależy nasze życie.

Ekofeminizm jest koncepcją, siecią aktywistyczną, platformą dyskusji i dialogu, która skupia nie tylko szeroko pojęty ruch feministyczny i nie tylko kobiety. Szukając drogi do zbudowania lepszego świata jutra, w sercu tej koncepcji znajduje się pojęcie troski. Troski o wszystkich tych, ludzi i istoty pozaludzkie, które i którzy nie mają w aktualnym systemie wystarczającego głosu i wpływu na rzeczywistość.

Zamiast rywalizacji o to kto szybciej i skuteczniej zniszczy i zamieni na strumienie finansowe to co nam jeszcze na Ziemi i w ziemi zostało, potrzebujemy nowej etyki troski, polityki troski, demokracji troski, gospodarki troski, cywilizacji troski, czyli radykalnej zmiany naszego sposobu myślenia i działania.

Polityczny ruch Zielonych jest w pierwszym szeregu ekofeministycznego dialogu i transformacji. Dlatego Zielona Fundacja Europejska (GEF), we współpracy z belgijskim zielonym think-tankiem Oikos wydała książkę „Dare to Care. Ecofeminism as a Source of Inspiration” trójki autorów: Dirka Holemansa, Philsan Osman i Marie-Monique Franssen. Polskie wydanie tej inspirującej i wartościowej publikacji opracowała dla GEF Fundacja Strefa Zieleni, a wstęp do polskiego wydania napisała profesor etyki i współzałożycielka Kongresu Kobiet, Magdalena Środa.

Nie bez powodu to właśnie do profesor Środy Fundacja Strefa Zieleni zwróciła się z prośbą o ten tekst, gdyż Kongres Kobiet, podobnie jak Zieloni, od kilku lat stymuluje i wspiera ekofeministyczną debatę i polityczny ruch, a profesor Środa jako filozofka jest jedną z jego czołowych inspiratorek.

O książce i jego tematyce dyskutowali m.in. uczestnicy i uczestniczki pierwszego Europejskiego Zielonego Uniwersytetu, który odbył się w lipcu 2022 roku w Warszawie, w Centrum Nauki Kopernik, podczas debaty okrągłego stołu: „Ekofeministyczna moc zmiany„.

Po wysłuchaniu nagranego wystąpienia prof. Magdaleny Środy, prowadząca Jennifer KwaoGreen European Journal, przeprowadziła krótki wywiad online z jedną z autorek książki, belgijską pisarką i aktywistką Philsan Osman. Podkreśliła ona, że pandemia covid-19 pokazała, że troska nie jest tylko pojęciem medycznym. „Kiedy myślę o trosce, wyobrażam sobie społeczeństwo zbudowane na trosce, albo przynajmniej inspirowane troską na każdym etapie. Jak może wyglądać ekonomia troski, jak by wyglądał świat polityki gdyby był zarządzany z punktu widzenia troski. Myślę, że to czym jest ekofeminizm u swojego sedna to po prostu zrozumienie tego jak wyglądają systemy opresyjne, jak destrukcyjnie wpływają na otoczenie. Aby się temu sprzeciwić, staraliśmy się umieścić troskę w centrum naszej koncepcji.” powiedziała Philsan Osman.

Następnie dyskusja toczyła się wokół ekonomii opieki, której wiodącą dyskutantką była prof. Anna Zachorowska-Mazurkiewicz z Uniwersytetu Jagiellońskiego, która w swoim wprowadzeniu przywołała źródła ekonomii feministycznej, zbudowanej na fakcie, że klasyczna ekonomia nie uznaje pracy opiekuńczej kobiet jako ekonomicznej wartości dodanej. Jako jej przeciwstawienie przywołała m.in. „ekonomię obwarzanka” Kate Raworth, znacznie bliższej idei ekofeministycznej. Zwróciła też uwagę, że cała nasza ekonomia zbudowana jest de facto na wykorzystaniu przyrody i darmowej pracy opiekuńczej kobiet, bez wymiany pieniężnej. Badania wykazują, że 75% pracy kobiet jest nieopłacane, a nawet niemożliwe do wycenienia w wartości monetarnej, gdyż celem znacznej części tej pracy jest tworzenie relacji, wartości pozamaterialnej i niewymiernej, więc w ekonomii uznanej za bezwartosciową, choć jest kluczowa dla trwania i dobrego funkcjonowania społeczeństw. Podobnie jest z przyrodą. Gdy ekonomiści mówią o ograniczonych zasobach, mają na myśli kapitał, a nie przyrodę i nieodpłatną pracę kobiet.

Elze Vermaas z Oikos nakreśliła szersze historyczne tło ekofeminizmu jako nurtu myśli i poszukiwań filozoficznych, od Platona, przez kartezjańską myśl Oświecenia. Dziedzictwo oświeceniowego myślenia utrzymuje się do dzisiaj i determinuje nasz dominujący pogląd na świat. Przywołując francuską filozofkę Emilie Hache, która umiejscowiła pojawienie się ruchu ekofeministycznego i myśli ekofeministycznej w tle politycznym lat 80. XX w., wszędzie tam gdzie niszczenie natury spotykało się z uciskiem społecznym, Elze przedstawiła kilka mechanizmów istotnych w myśli filozoficznej kształtującej dzisiejsze społeczeństwa Zachodu.

Po tych inspirujących wprowadzeniach uczestniczki i uczestnicy okrągłego stołu podjęli ciekawą, wielowątkową dyskusję.

Pobierz książkę „Odwaga troski. Ekofeminizm jako źródło inspiracji„:

Wysłuchaj wystąpienia prof. Magdaleny Środy o ekofeminizmie i potrzebie troski, tu

Obejrzyj w całości debatę: „Ekofeministyczna moc zmiany (z tłumaczeniem na polski), tu:

Wydanie książki „Odwaga troski. Ekofeministyczne źródło inspiracji” Dirka Holemansa, Philsan Osman i Marie-Monique Franssen, nagranie wideo prof. Magdaleny Środy o ekofeminizmie i potrzebie troski i debata „Ekofeministyczna moc zmiany” na Zielonym Europejskim Uniwersytecie w Warszawie są elementami projektu „Feminists in the Environmental Movement” Zielonej Fundacji Europejskiej (GEF), realizowanego we współpracy z Visio, Green European Foundation, Oikos i Fundacją Strefa Zieleni oraz ze wsparciem finansowym Parlamentu Europejskiego dla GEF.

sty25

Wspieramy Apel dla Puszczy Białowieskiej Obozu dla Puszczy

W Puszczy Białowieskiej, tak jak na całej granicy polsko-białoruskiej, ma powstać wielki mur. Nie zapewni bezpieczeństwa granic, bo granica, na której cierpią i umierają w lesie ludzie, w tym kobiety i dzieci, nie jest granicą bezpieczną. A zasieki i mur to zbrodnia przeciw naturze, szczególnie na wyjątkowym, chronionym obszarze dzikiej przyrody jak Puszcza Białowieska.

Zgadzamy się ze stanowiskiem Stowarzyszenia Kongres Kobiet. Podobnie jak nasze siostry z Kongresu Kobiet w pełni popieramy Apel dla Puszczy Białowieskiej ogłoszony przez Obóz dla Puszczy, który zamieszczamy w całości poniżej wraz z udostępnionymi zdjęciami. Wzywamy do pełnej mobilizacji – musimy zrobić wszystko co tylko możliwe, aby jeszcze raz ocalić naszą najwartościowszą ostoję dzikiej przyrody!

—————————————————————————————————————————

Ogłaszamy alarm dla Puszczy Białowieskiej

Ostatni naturalny nizinny las Europy, jeden z najcenniejszych lasów na świecie ma zostać przecięty wielkim, prawie sześciometrowym murem. Polski rząd znany z planowania i realizacji drogich, nieracjonalnych i szkodliwych dla przyrody inwestycji (np. przekop Mierzei Wiślanej, Centralny Port Komunikacyjny) tym razem, pozorując rozwiązanie kryzysu uchodźczego, podjął decyzję o wybudowaniu na 186 kilometrach granicy polsko-białoruskiej ogromnej zapory, która w założeniu ma być nie do sforsowania dla ludzi, a w efekcie będzie pomnikiem spektakularnego zniszczenia przyrody, niegospodarności i niekompetentnego planowania.

Jeden z ostatnich mateczników europejskiej dziczy,  miejsce badań naukowych, gdzie odkrywane są wciąż nowe gatunki, zostaje poświęcone w imię pozornego bezpieczeństwa. Państwo niszczące swoje najcenniejsze zasoby nie jest silnym państwem. Dzikość Puszczy Białowieskiej, terenu przebogatego przyrodniczo, kulturowo i historycznie, który dotrwał do naszych czasów zmieniony w niewielkim stopniu, przetrwał grabież prowadzoną przez administrację niemiecką w czasie I Wojny Światowej, wyrąb przez prywatną angielską korporację w latach XX-tych, a w końcu kilka lat temu słynną wycinkę w ramach pseudowalki z kornikiem drukarzem, tym razem ucierpi bardzo dotkliwie i pierwszy raz nie chronią go żadne przepisy. 

„Do inwestycji nie stosuje się przepisów odrębnych, w tym prawa budowlanego, prawa wodnego, prawa ochrony środowiska oraz przepisów o udostępnianiu informacji o środowisku, prawa geodezyjnego i kartograficznego, przepisów o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, przepisów o ochronie gruntów rolnych i leśnych oraz środowiskowych, przepisów o transporcie kolejowym, przepisów o szczególnych zasadach przygotowania i realizacji inwestycji w zakresie dróg publicznych” – mówi ustawa o murze, wyrok skazujący tę część Podlasia na śmierć.

W związku z klauzulą tajności zawartą w specustawie, mieszkańcom nie został przedstawiony plan lub projekt budowy ani nie odbyło się żadne spotkanie informujące kogokolwiek o działaniach przewidzianych w naszym bezpośrednim sąsiedztwie.

1 mld 615 mln złotych (355 mln euro) – tyle ma kosztować budowa nikomu niepotrzebnego i przed niczym i nikim nie chroniącego muru, który zniszczy Puszczę Białowieską. Bardzo prawdopodobne, że w trakcie inwestycji koszty wzrosną. Rząd decyduje się wydać tak ogromne pieniądze w sytuacji, kiedy zarówno na szczeblu lokalnym, jak i krajowym, chronicznie niedofinansowana jest m.in. służba zdrowia, edukacja, infrastruktura czy ochrona przyrody.

Do pracy przystępuje firma Budimex (nie były organizowane żadne przetargi), która właśnie otwiera biuro w Hajnówce i nie chce rozmawiać ze stroną społeczną, zasłaniając się poufnością wszystkich planów. To jasny sygnał, że opinie mieszkańców, przyrodników i naukowców nie będą brane pod uwagę.

W Puszczy Białowieskiej silna do tej pory branża turystyczna praktycznie przestała istnieć. Od kiedy na początku września ubiegłego roku zabroniono wjazdu turystom, puszczańskie wioski zamieniły się w wojskowe poligony. Drut żyletkowy na placu zabaw dla dzieci to standardowy widok w Białowieży. Czeka nas tutaj lokalny kryzys gospodarczy, w tzw. strefie stanu wyjątkowego ludzie nie mają z czego żyć.. Cenny przyrodniczo teren zamieni się w wielki plac budowy. NIkomu niepotrzebnej.

Planowane działania to między innymi:

– Składy kruszywa, piasku i stali potrzebnych do budowy zapory i przygranicznej drogi. Na budowę płotu przewidziane jest zużycie 50,000 ton stali i dziesiątek tysięcy ton kruszywa, co wiąże się z koniecznością przejazdu tysięcy ciężarówek potrzebnych do przewozu materiałów na teren budowy, ich magazynowania na placach składowych i transportu kolejnymi ciężarówkami na pas graniczny – miejsce budowy zapory.

– Betoniarnie – punkty produkcji betonu na fundamenty płotu

– Parkingi dla ciężkiego sprzętu budowlanego

Puszcza Białowieska i jej okolice to unikalny na skalę światową obiekt przyrodniczy, wpisany na listę UNESCO, miejsce, które jako obywatele kochamy i czujemy się w obowiązku bronić. Bronić przed tymi, którzy do jej bronienia zostali przez nas wybrani.

Ogłaszamy alarm dla Puszczy Białowieskiej!

Obóz dla Puszczy

Kontakt:

Joanna Pawluśkiewicz 790 664 427

Katarzyna Hromek 729 223 760

Łukasz Synowiecki 505 708 275

sty07

COP26 – Manifest Feministycznych Ambasadorek Klimatu

Wśród osób, które przyjechały obserwować szczyt klimatyczny COP26 do Glasgow, tych „w środku” (z akredytacją) i tych „na zewnątrz”, liczne były aktywistki walczące o poszanowanie klimatycznych praw kobiet.

Green European Foundation (Zielona Fundacja Europejska przy Parlamencie Europejskim) realizowała w 2021 roku z pomocą partnerskich zielonych organizacji z kilku krajów (w tym Fundacji Strefa Zieleni z Polski) międzynarodowy projekt „Feminism in the Climate Movement” (Feminizm w ruchu klimatycznym), którego filarem było międzynarodowe szkolenie dla „feministycznych ambasadorek klimatu” realizowane przez fińską zieloną fundację Visio. Strefa Zieleni pomogła wyselekcjonować do tego europejskiego programu polskie uczestniczki, z których jedna zjechała do Glasgow wraz z kilkunastoma innymi Ambasadorkami.

W Glasgow uczestniczki wypracowały Manifest Feministycznych Ambasadorek Klimatu, którego angielską wersję można znaleźć tu, a my przytaczamy jego polskie tłumaczenie:

COP26: Feministyczne Ambasadorki Klimatu wzywają do transformującej odbudowy środowiskowej i społecznej.

Kryzysy gospodarczy, ekologiczny i równości płci są największymi wyzwaniami naszego pokolenia i są nieodłącznie ze sobą powiązane

Glasgow 2.11.2021

Wszyscy na szczycie klimatycznym COP wiemy jak wygląda sytuacja, ale warto to powtórzyć: raport Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC) jednoznacznie stwierdza, że powierzchnia Ziemi ulega ociepleniu, że zmiana ta jest spowodowana działalnością człowieka oraz że nasza przyszłość będzie wiązała się z globalnym wzrostem temperatury, nasileniem się fal upałów oraz wzrostem poziomu mórz.
Krótko mówiąc, zmiany klimatyczne już są, stanowią globalne wyzwanie i nie ma łatwych rozwiązań. Jednakże, każdy ułamek stopnia temperatury stanowi transformującą różnicę w tym, jak bardzo zmieni się nasz klimat, dlatego każda redukcja globalnych emisji jest ważna.

Podczas gdy niewielu uczestniczy w negocjacjach, które mogą złagodzić konsekwencje zmian klimatycznych, wiele osób – przede wszystkim mieszkańcy krajów Globalnego Południa, osób kolorowych, kobiet, społeczności queer i grup marginalizowanych lokalnie, będzie nadal wysiedlanych z powodu ciągłego niszczenia środowiska i wyzysku człowieka. Ludności rdzenne, które walczą o przetrwanie, stawiając opór i dbając od wieków o lasy i ekosystemy, nie są uwzględniane w alternatywnych planach rozwoju czy działań na rzecz klimatu. (Neo)kolonializm, kapitalizm i ignorancja są przyczyną tego, że społeczności rdzenne są najbardziej zagrożone brakiem bezpieczeństwa żywnościowego, suszą, wysiedleniami, konfliktami i bezrobociem.

Podczas gdy odpowiedzialność i sprawiedliwość jest warunkiem koniecznym dla zrównoważonego klimatu i sprawiedliwości społecznej, najwięksi truciciele nie są pociągani do odpowiedzialności, a mechanizmy prewencyjne nie są odpowiednio egzekwowane. Przymykanie oczu na szkodliwe działania ignorowanie zmarginalizowanych osób jest potężnym narzędziem dominujących wyzyskiwaczy.

W obecnym kontekście środowiskowym, z okazji COP26, kolektyw Feministycznych Ambasadorek Klimatu zwraca się do wszystkich rządów, przedstawicieli biznesu, naukowców i innych decydentów o transformację środowiskową i społeczną, w tym:

  1. Uznanie historycznych emisji jako drogi do sprawiedliwości i odpowiedzialności za klimat. Musimy pogodzić się z naszą przeszłością, aby zmierzać ku wspólnej przyszłości.
  2. Chociaż rozumiemy, że wycena natury i jej przekształcenie w dobro wymienne jest niezbędna dla wielu zobowiązań, które pozwolą COP26 osiągnąć swoje cele, domagamy się bardziej demokratycznego procesu wyceny przyrody, który integrowałby różne perspektywy i odchodził od obecnych imperatywów wzrostu gospodarczego.
  3. Rządowe wdrażanie feministycznych, queerowych i intersekcjonalnych podejść, które podkreślają wzajemną współzależność między ludzką i nieludzką naturą. Kryzys zmian klimatycznych dotyka nas wszystkich w jakimś stopniu. Jednak to, co badania pokazują od wielu lat, na intensywność naszego bólu jest silnie wpływają nasz status społeczny, kolor skóry, tożsamość płciowa czy orientacja seksualna. Perspektywa środowiskowa uwzględniająca płeć może pomóc decydentom dostrzec, że kobiety i kolorowe osoby niebinarne, zwłaszcza te żyjące na obszarach marginalizowanych i ubogich, są najbardziej dotknięte globalnym ociepleniem i przemocą ze względu na płeć.  Ponadto, queerowe ekofeministyczne idee dotyczące ludzkiej wrażliwości i zależności od innych form życia i przyrody nieożywionej skutecznie podważają zbyt uproszczone patriarchalne idee dominującego człowieka i podporządkowanej mu natury.
  4. Przekierowanie inwestycji na budowanie potencjału i badania w kierunku profesjonalistów i młodzieży żyjącej na pierwszej linii frontu kryzysu ekologicznego.  Ci ludzie będą mogli pójść naprzód, ponieważ już odczuwają konsekwencje zmian klimatycznych. Naukowcy z regionu Globalnego Południa są systematycznie dyskredytowani i/lub niedoceniani. Na przykład, mniej niż 4% światowych funduszy akademickich przeznacza się na badania nad zmianami klimatu w Afryce, a tylko 1% autorów publikowanych prac to Afrykańczycy. Partnerstwa, w których różne strony są sobie równe, w przeciwieństwie do zjawiska „kompleksu zbawcy” i gdzie ceni się wiedzę lokalną, ma kluczowe znaczenie.
  5. W naszych społeczeństwach należy pielęgnować zdrowie psychiczne. Odporność, odwaga i empatia muszą stać się miarą człowieka sukcesu. Dotyczy to również aktywizmu na rzecz zmian klimatu. Powinien on sprawić, że ludzie poczują się wzmocnieni, a nie zaniepokojeni, zachęceni do aktywności, a nie zmrożeni ciężarem, jakim zmiana klimatu wydaje się nas przytłaczać.

Ponadto wzywamy wszystkie tradycyjne media – gazety, telewizję, radio – do stworzenia polityki, zgodnie z którą wszyscy ich dziennikarze uważaliby się za „dziennikarzy i badaczy klimatu”. Wzywamy ich do włączenia klimatu do wszystkich swoich historii. Wzywamy ich do uświadomienia sobie, że są niezbędni, by pociągnąć do odpowiedzialności naszych przedstawicieli władzy i informowania opinii publicznej.

Następne pięć lat ma kluczowe znaczenie. Podczas pandemii COVID-19 byliśmy świadkami tego, że wspólne działanie jest możliwe i może pomóc nam ruszyć do przodu jako wspólnocie. Zamożny świat jest winien narażonej populacji środki do życia, szacunek i godność. Konsekwencje zmian klimatycznych są rzeczywiście niesprawiedliwe, ale nie powinny takie pozostać. Musimy działać już teraz, zanim będzie za późno.

Feministyczne Ambasadorki Klimatu

Redakcja: Barbora Majdisova i Claire Woods

Autorki: Dilara Asardag, Johanna Alazar, Maysa Damen, Barbora Majdisova, Louisa Mandt, Krystel Sil Sikana, Gabrielle Sousa e S. Hiltmann, Ana Díaz, Vidal Claire Woods

Ten kolektyw i sieć są częścią projektu „Feminizm w ruchu klimatycznym” Zielonej Fundacji Europejskiej GEF, finansowanego przez Parlament Europejski dla GEF.

This theme is brought to you by Salesforce CRM. Follow us Facebook Twiter RSS